Indiańskie forum

Forum o Indianach
Dzisiaj jest 29 lipca 2014 20:49

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
CICHY
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 29 września 2006 16:25 
Offline
User
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 września 2006 21:11
Posty: 10
Lokalizacja: Bytom
Płeć: Nie określono
Mnie niestety nie będzie :cry: :cry: :cry: :cry:


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Bot Reklamowy Reklama
 
Na górę
misham
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 02 października 2006 11:35 
Offline
Tłumacz

Rejestracja: 28 lipca 2005 13:27
Posty: 94
Płeć: Nie określono
Ja rowniez nie moglem uczestniczyc w tym spotkaniu,nad czym niezmiernie ubolewam. Mam nadzieje, ze nie bedzie to takie ostatnie spotkanie. Tak, czy inaczej oddzielony od Was wielka woda pozdrawiam wszystkich uczestnikow forum, a w szczegolnosci gosci z Kanady. Oby takich jak najwiecej w Ruchu.
Ps. Sorry za brak polskich znakow, ale pisze z kafejki i tubylcy nie zainstalowali znakow innych niz rodzime.
Pss. Mam nadzieje na wyczerpujaca relacje ze spotkania.

_________________
Misham


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Kaska
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 02 października 2006 20:14 
Offline
User
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 listopada 2005 19:01
Posty: 76
Lokalizacja: Ruda Śląska
Płeć: Nie określono
I już po...
Było cudownie, genialne i poprostu brak mi słów żeby wyrazić to jak bardzo mi się podobało. Streszcze przebieg spotkanie dla tych, którzy nie mogli być. Otóż spotkaliśmy się o 15 w poznańskim muzeum etnograficznym, ten kto przybył wcześniej mógł zobaczyć wystawę w muzeum ze świetnymi strojami ludowymi. Prelekcja zaczęła się parę minut po 15 i trawa do około 17.30. Była też króka przerwa z ciastem i herbatą. Prelekcja była NIESAMOWICIE ciekawa wydawało mi się, że mineło dopiero pół godziny a to już był koniec. Ewa i Dave mówili głównie o współczesnej sytuacji Indian. Można było zadawać pytania.
Następnie udaliśmy się do czekoladarni i zajadliśmy się pysznym czekoladowym fondue, które zapijaliśmy czekoladą z chilli lub czymś innym. Było przemiło a Dave i Ewa okazali się przesympatycznymi ludźmi.
Na koniec udaliśmy się na inscenizację napoleońską.
Później każdy poszedł w swoją stronę. My (czyli ja Drzewian i Janusz) wbiliśmy do naszej kochanej Oleńki i objedliśmy ją z sałatki. Słuchaliśmy do nocy jakiś durnuch audycji radiowych o komarach aż padliśmy. Następny dzień to zwiedzanie CUDOWNEGO Poznania razem z Olą i Berenem a pożniej łzy i siedmiogodzinny powrót do domu.

Chciałam bardzo ale to bardzo podziękować Dave'owi i Ewie za to, że chciało im się do nas przyjechać, opowiadać i jeszcze być miłym (i dzięki Ewciu za naszyjnik ;)); organizatorom za to, że się tak dobrze spisali i wszystko było super zorganozowane; oraz Oleńce mojej kochanej za to, że nas przyjeła i psu za to, że nas polubił.
Oby więcej takich imprez, bo takie są najlepsze lepsze niż powwow jak dla mnie (ktore oczywiscie tez jest świetne). Normalnie dziwię się wam ludzie, że was nie było.
A tak pozatym to wstyd się przyznać ale, nie wiedziałam, że Mohawk się czyta "Mohak" :):) prelekcje ksztalca.


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Cień
 Tytuł: Dary z Calgary...
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 03 października 2006 0:04 
Offline
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 sierpnia 2005 19:09
Posty: 242
Lokalizacja: Ząbkowice Śl.
Płeć: Nie określono
Dary z Calgary
czyli odchodzenie od stereotypów

Kilka godzin w Warszawie i popołudnie w Poznaniu – tylko tyle czasu dla polskich indianistów zdołała znaleźć podczas swej krótkiej wrześniowej wizyty w Polsce para informatyków z Calgary - Ewa Wencel i David Gauld. Ale spotkania z nimi mogły być podwójnie interesujące, bowiem mieszkająca od kilkunastu lat w Kanadzie Ewa to zainteresowana tamtejszymi autochtonami absolwentka warszawskiej etnologii, zaś jej partner to typowy pod wieloma względami „miejski” Indianin pochodzący z plemienia Mohawków.
Znajomość z tą oryginalną parą, zapoczątkowana aktywnością Ewy na internetowych forach dyskusyjnych polskich miłośników Indian (zwłaszcza na forum http://www.Indianie.info), miała swój bardziej bezpośredni – i atrakcyjny dla obu stron – dalszy ciąg najpierw w kameralnym gronie, przy herbacie z grupką warszawskich indianistów, a tydzień później na otwartym spotkaniu ponad 40 osób w gościnnym poznańskim Muzeum Etnograficznym. Stonowany, lekko stremowany Dave i otwarta elokwentna Ewa tworzyli parę, która obyła się bez mojego wprowadzenia i której nietrudno było zyskać życzliwe zainteresowanie złożonej w większości z indianistów publiczności.
Choć w innym niż w stolicy gronie, „Odchodzenie od stereotypów, czyli polsko-kanadyjsko-indiański dialog o współczesnych ludach tubylczych Kanady” (bo taki był oficjalnie tytuł spotkania) był jakby kontynuacją wcześniejszych dyskusji, toczonych publicznie w sieci oraz w prywatnych emailach i rozmowach. Wielość poruszanych tematów mogła usatysfakcjonować osoby o różnym poziomie i obszarze zainteresowań, choć nie zawsze sprzyjała wnikaniu w mniej znane, a nie mniej zwykle fascynujące szczegóły – zwłaszcza, gdy uporządkowane i bardziej ogólne informacje Ewy uzupełniane były osobistymi doświadczeniami i opiniami Dave’a oraz przykładami z życia jego rozrzuconej po Kanadzie rodziny.
Rozmawialiśmy więc o raczej mało znanej u nas, choć blisko milionowej, społeczności tubylczej Kanady (według oficjalnych statystyk żyje tam ponad 600 tys. wpisanych do rządowego rejestru Indian, około 300 tys. Metysów i blisko 50 tys. Inuitów, ale rzeczywista liczba osób mających tubylczych przodków może być nawet dwukrotnie większa i sięgać 10% ludności kraju). Słuchaliśmy o różnicach między Indianami „statusowymi” i bez formalnego statusu, efektach trwającej od kilku pokoleń asymilacji ponad 630 kanadyjskich Pierwszych Narodów (i analogicznej liczby niewielkich zwykle, ale autonomicznych do pewnego stopnia rezerwatów), o związanych z tym indywidualnych dramatach i problemach społecznych (cukrzyca i AIDS to obecnie zagrożenia poważniejsze, niż alkoholizm czy narkomania). Dowiadywaliśmy się o różnych formach tubylczego odrodzenia (od długich włosów i indiańskich tatuaży po wielopokoleniowe i wieloplemienne pow-wow), o nie zawsze łatwo dostępnych możliwościach kontaktu współczesnych Indian (dziś w blisko połowie - miejskich) z kulturą przodków i obecności tubylczych tradycji i języków w Kanadzie XXI w. (zaledwie ok. 150 tys. Indian mówi różnymi dialektami spokrewnionych języków ojibwa i cree, ok. 30 tys. mieszkańców Północy posługuje się na co dzień językiem inuktitut, a po kilka tysięcy – językami irokeskimi, algonkińskimi czy atamańskimi; większość pozostałych jest na wymarciu).
Z racji szczegółowych często zainteresowań, ale i ograniczonego zwykle dostępu polskich indianistów do źródeł rzetelnej wiedzy nie zabrakło też zaskakujących czasem pytań związanych ze skomplikowanymi kwestiami przenikania się dawnych tradycji irokeskich ze współczesnymi kanadyjskimi realiami oraz naszymi specyficznymi wyobrażeniami na ten temat. Choć naszym żyjącym na co dzień w milionowym Calgary gościom nie zawsze łatwo było zaspokoić ciekawość (lub skorygować bujną wyobraźnię) pytających np. o szczegóły z życia w odległych o kilka dni jazdy rezerwatach Irokezów z Ontario czy osiedlach Inuitów z autonomicznego terytorium Nunavut, to zwłaszcza mniej zorientowanym słuchaczom starali się oni zwracać delikatnie uwagę na to, że w większości rdzennych społeczności Kanady już od dwóch-trzech pokoleń trudno mówić o dawnym „tradycyjnym” sposobie życia, kultywowaniu XIX-wiecznych tradycji i rytuałów oraz plemiennych religii czy języków. Bywało też, że szczerze przyznawali się do braku wiedzy o pewnych sprawach.
W sytuacji, gdy blisko połowa kanadyjskich Indian (i ponad połowa amerykańskich) mieszka w miastach, ich kontakty z kulturą przodków ograniczają się zwykle do okazjonalnych wizyt w rodzinnych rezerwatach, spotkań z najstarszym pokoleniem (które w większości ma za sobą traumatyczne doświadczenia asymilacji w szkołach z internatami i bycia zachęcanymi lub wręcz przymuszanymi do wyrzekania się swojego indiańskiego statusu), świątecznych spotkań w gronie rodzinnym, odwiedzin w indiańskich centrach i muzeach oraz – jak w całej tubylczej Ameryce – na licznych lokalnych i regionalnych pow-wow.
Co ciekawe, niektóre grupy tubylcze do dziś nie zrzekły się swojej suwerenności i nie zawarły żadnego traktatu z władzami - prawa zarówno grup „traktatowych” jak i „nietraktatowych” potwierdza Konstytucja z 1982 r., a setki sporów terytorialnych pozostają od lat nierozstrzygnięte. W wielu rezerwatach obok oficjalnych rad plemiennych funkcjonują tradycyjne struktury wodzów i matek klanowych, chorym tubylcom nadal pomagają czasem (nawet w rządowych szpitalach czy więzieniach) duchowi opiekunowie, stare zielarki i „medicine men”, a konstytucje poszczególnych prowincji uznają teoretycznie języki lokalnych plemion za języki urzędowe na równi z angielskim i francuskim (na Terytorium Północno-Zachodnim jest takich „oficjalnych” języków aż jedenaście).
W niektórych, zwykle większych lub bardziej izolowanych, społecznościach podejmowane są próby rewitalizacji rodzimych języków, obrzędów czy stowarzyszeń. W Kanadzie ukazują się liczne tubylcze gazety, działają tubylcze rozgłośnie radiowe i stacje telewizyjne (a nagrywane z nich programy i filmy Ewa i Dave chętnie przysyłają do Polski). Nie brakuje indiańskich muzeów, programów edukacyjnych i publikacji (przykłady nasi goście przywieźli ze sobą i dali skopiować), jednak dla większości Kanadyjczyków „Aboriginal” to nadal biedny i słabo wykształcony, często bezdomny, chory lub uzależniony, obcy i „podejrzany” mieszkaniec miejskiego getta lub jakiegoś odległego „First Nation reserve”. Nic dziwnego, że wielu obywateli Kanady z niechęcią traktuje konstytucyjne gwarancje darmowej opieki zdrowotnej i pomocy społecznej dla statusowych Indian i Inuitów, kwestionując ich myśliwskie i rybackie przywileje, preferencje w zatrudnieniu, czy ulgi podatkowe (plastikowe karty Dave’a - identyfikacyjna i uprawniająca do tańszych zakupów w rezerwatach - cieszyły się wśród obecnych na spotkaniu zrozumiałym zainteresowaniem).
Przedstawiciele grup tubylczych – na szczeblu plemiennym, prowincji czy ogólnokrajowym (jak Assembly of First Nations) – podejmują oczywiście wysiłki w celu zmiany niekorzystnego wizerunku „tubylca”, pomagają w tym indywidualne kariery Indian w biznesie, mediach czy polityce, ale nadrobienie zaległości i naprawienie błędów kolonialnej przeszłości wymaga wielu lat – być może pokoleń – pracy nad odbudowywaniem bazy ziemskiej, ekonomicznej samowystarczalności, lokalnych więzi społecznych i dumy młodej generacji ze swojej tubylczej tożsamości.
Nagabywani przez nas o różne „delikatne” kwestie, w tym o stosunek ich samych i ich bliskich do egzotycznych „przyjaciół Indian”, Ewa i Dave usiłowali czasem kryć się za typowymi w sytuacji „bycia w gościnie” gładkimi ogólnikami, ale naciskani bardziej prywatnie (choćby w przerwie na tytoń, herbatę i pierniczka) – nie skrywali części swych wątpliwości i ewolucji opinii. Dave przyznał na przykład, że polscy „fani” – poznawani najpierw dzięki internetowym zdjęciom i tłumaczeniom Ewy – budzili w nim początkowo mieszane uczucia. Mieszanka rozbawienia i irytacji (np. z powodu przypadków tolerowania u nas alkoholu na spotkaniach, ulegania uproszczonym stereotypom czy wyrażanej czasem naiwnej wiary w możliwość istnienia w XXI w. romantycznych społeczności „niedzisiejszych” Indian) wraz z poznawaniem nas zmienia się powoli na korzyść zaciekawienia, a nawet sympatii i chęci współpracy z indianistami o bliższych mu formach zainteresowania Pierwszymi Narodami.
Wychowany poza rezerwatem i mający za sobą typowe wieloetniczne szkoły David Gauld dopiero jako dorosły, głównie dzięki babci, rozpoczął trudny powrót do swoich korzeni (co ciekawe, jego babcia – pełnej krwi Mohawk – nie ma statusu Indianki, podczas gdy mający dziadka Szkota i siwe kręcone włosy Dave jest uznawany za pełnoprawnego Indianina). Dave, choć utożsamia się z nieformalnym Stowarzyszeniem Wojowników i popiera ich akcje protestacyjne, nie uważa się za tradycjonalistę i podkreśla, że tradycyjna starszyzna z rezerwatów z dużo większą ostrożnością i krytycyzmem podchodziłaby zapewne do egzotycznego (a nawet dziwacznego) z ich punktu widzenia środowiska białych polskich indianistów. Jego zdaniem, ona zaakceptować nas mogłaby jedynie indywidualnie, po bliższym poznaniu i po przekonaniu się o naszych dobrych intencjach, realnych działaniach i szacunku dla tubylczych kultur (co nie odbiega od większości wyważonych opinii naszych znajomych „native’ów” niezależnie od plemienia i regionu). Miejmy nadzieję, że i doświadczenie wizyty Dave’a w naszym kraju, pamięć o spotkaniach z polską historią, przyrodą i ludźmi oraz udane (chyba?) eksperymenty z polską kuchnią i językiem pomogą nieco w budowie tego tak potrzebnego nam zaufania.
Znane z sieci - rzeczowe i życiowe zwykle, ale często i bezkompromisowe – poglądy Ewy, wynikające po części z jej własnych kanadyjsko-indiańskich doświadczeń i miejsca zamieszkania, także znalazły swe potwierdzenie w rozmowach „na żywo”. Obok starań o zapewnienie Indianom Kanady należnego im miejsca w naszej, zajętej głownie plemionami amerykańskich prerii i lasów, świadomości Ewa zdradza nam też powoli swoje wstępne odkrycia na temat płatnych „ceremonii”, które stały się obiektem dumy paru polskich obieżyświatów, czy poszukiwań rodziny Sat-Okha. Barwnie i z kobiecą wnikliwością potrafi opisać i kanadyjski ślub z ogólnoindiańskimi akcentami, i mieszane wrażenia z lektury relacji z naszych zlotów, i refleksje o handlu indiańskim rzemiosłem. Pozostaje wierzyć, że spotkanie z nami umocniło w Ewie - „indianistce na wysuniętej placówce” dotychczasową życzliwość dla PRPI i chęć dzielenia się z nami daną jej przez los szczególną bliskością z fascynującym calgaryjskim ułamkiem bogatego świata kanadyjskich tubylców.
W tej krótkiej z konieczności i subiektywnej relacji nie sposób oczywiście opisać wszystkich detali spotkania. Mieszają się wątki dyskusji, giną tematy rozmów, umykają uwadze prywatne wymiany zdań, nazwiska i szczegółowe informacje. Kto chciał i mógł przyjechać, kto odważył się - i zdążył - zadać pytanie, zostać dłużej, ten oczywiście skorzystał więcej. Ale warto pamiętać także, że każde takie spotkanie to nie tylko okazja do posłuchania i obejrzenia gości zza Wielkiej Wody, ale też szansa na lepsze organizowanie się i kontaktowanie, na wymianę zdań we własnym gronie, indywidualne przygotowanie się do spotkania, a później – na przemyślenie, uporządkowanie i dalsze pogłębianie własnej wiedzy. To także – mam nadzieję – rodzaj motywacji dla nieobecnych.
Po spotkaniu w muzeum grupka miejscowych indianistów zaprosiła jeszcze swoich gości „z kraju i ze świata” na krótki spacer po poznańskiej starówce, połączony z degustacją dobrej płynnej czekolady i dalszym ciągiem maratonu wielostronnych pytań i odpowiedzi. Zakończyły go dopiero – odtwarzany akurat po 200 latach na ulicach miasta „przyjazd” Napoleona do Poznania oraz zbliżająca się północ. Jeszcze tylko wymiana uścisków i pamiątkowych drobiazgów - w Polsce pozostała m.in. świeża szałwia i słodka trawa z prerii Alberty, zeskanowane broszury o tradycjach Irokezów (wampumy, klany, pismo obrazkowe), drobna biżuteria Mohawków, flaga Stowarzyszenia Wojowników i kolejny zestaw płyt z filmami dokumentalnymi o kanadyjskich Pierwszych Narodach – i znowu pozostały nam tylko dyskusje przez Internet. Oby do następnego spotkania.
Dobrze było zobaczyć Was wszystkich...


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
 
ewka
 Tytuł: Re: Dary z Calgary...
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 08 października 2006 1:53 
Offline
Moderator

Rejestracja: 29 marca 2006 20:33
Posty: 258
Lokalizacja: Canada
Płeć: Nie określono
Meldujemy sie poslusznie z Calgary!

Powoli dochodzimy do siebie, odsypiamy zmeczenie podroza ( a trwala ona w sumie, jakby nie bylo, prawie 24 godz ), trawimy powoli wszystkie niezapomniane przezycia, spotkania, wedrowki, wrazenia, przegladamy i sortujemy ponad cztery tysiace zdjec! Ponowne zaaklimatyzowanie w naszej strefie czasowej ( 8 godzin roznicy miedzy Calgary a Polska ) i przystosowanie sie do naszego, kontynentalnego, gorskiego prawie klimatu, zajmuje jednak pare dni, wybaczcie wiec, iz odzywamy sie dopiero teraz i jeszcze jakis czas bedziemy zapewne "wyciszeni" sieciowo... O dziwo, na wielu drzewach w Calgary dyndaja jeszcze resztki lisci, soczyste kolory jesieni nadal ciesza oko, a trawniki nie calkiem jeszcze zrudzialy. Bardzo nas to ucieszylo, jako ze spodziewalismy sie juz przymrozkow, golych galezi i nawet snieznego proszenia. Tymczasem zarowno lato jak i jesien na naszych preriach obchodzi sie z natura tego roku niezwykle lagodnie. Nie da sie juz tutaj jednak, jak to w Polsce we wrzesniu bywalo, posiedziec wieczorem w ogrodku kawiarnianym, albowiem roznice temperatur miedzy dniem a noca sa w Calgary dosyc spore, a i samych ogrodkow i knajpek, takich "wychodzacych na ulice", jest niezaprzeczalnie o wiele mniej. W ten weekend swietuje sie tu Dziekczynienie, czyli po prostu Dzien Indyka. Czy wiecie za co i komu sie dziekuje? ;). Na miejscowym bazarze zwanym farmers market ( farmerski targ), gdzie uzupelnilismy dzisiaj zapasy zywnosci, kolorowy, wielonarodowosciowy tlum nabywa hurtem produkty pol, pasiek, winnic i lasow kanadyjskich. Wiele stoisk reklamujacych zdrowa, nieskazona zywnosc nalezy do kolonii Huterytow, ktorych wcale niemalo jest w prowincji Alberta. Brodaci faceci w w sztywnych czarnych wdziankach, spodniach na szelkach i czarnych kapeluszach, panie w hustach i spodnicach niczym z rycin dawnych mistrzow holenderskich, nadaja bazarowi wiele kolorytu.No ale starczy polewania. Wrocmy do ad rema ;).

Jak pisalam juz, wspomnien mamy mnostwo i nie da sie ich w jednym poscie strescic. Pozwolcie, wiec, ze napisze teraz slow pare od siebie, a Dave opisze oddzielnie juz wkrotce swoje refleksje, wrazenia, przemyslenia i uwagi po spotkaniach z Wami. Niech sobie chlop spokojnie w glowie pouklada ;) Z uwaga przeczytalismy (przetlumaczylam Dave'owi slowo w slowo Wasze posty, jak umialam najlepiej) zarowno sprawozdanie Cienia jak i wrazenia Kasi... Coz, Cien to klasa, elegancja-francja i dyplomacja, a Kasia po prostu zauroczyla nas i podbila nasze serca, ot co! :))
Czekajcie cierpliwie na mohawkowe wypociny i tymczasem pomeczcie sie nad moimi.

Na poczatku, ze swej strony, chcialabym serdecznie podziekowac za wspaniale przyjecie i cieple, niezwykle wzruszajace i mile chwile, jakie przezylismy dzieki Wam wszystkim, obecnym na spotkaniu w Poznaniu i Warszawie! Wielkie slowa uznania i wdziecznosc oraz nasz absolutny podziw naleza sie jednak przede wszystkim malemu, ale preznemu kregowi organizatorow, przyjaciol i znajomych, znanych nam do tej pory jedynie z internetowych kontaktow, ktorzy od tego momentu stali sie nam bardzo "realni" i bliscy.
Zajezdzajac pod sloneczny dom poznanskiej internetowej kolezanki, ktora nie wiedziala co czyni uzyczajac nam goscinnej kwatery na jedna noc i pol niedzieli, najpierw zaskoczeni zostalismy radosnym, indianistycznym powitaniem, a nastepnie usadzono nas za suto zastawionym stolem i uraczono pysznym, polskim, tradycyjnym jadlem, przygotowanym przez niezawodne poznanskie gospodynie-kuchmistrzynie. Kolejna niespodzianka bylo dla nas przyjecie w Muzeum Etnograficznym. Szczerze przyznaje, nie spodziewalismy sie az takiego zainteresowania naszymi skromnymi osobami tudziez problematyka, ktora pragnelismy, niestety dosc powierzchownie z braku czasu, wszystkim obecnym przyblizyc. Nie oczekiwalismy, ze az tak duza ilosc osob przybedzie i przyjedzie z najdalszych zakatkow kraju, chcac posluchac i dowiedziec sie o sprawach niekoniecznie , jak nam sie wydawalo, dla polskich indianistow atrakcyjnych. Wiele bowiem rozmow w indianistycznym internecie, jak zauwazylismy, dotyczy badz to rekodziela , badz spraw i wewnetrznych ruchow samego Ruchu, badz skupia sie na XIX wiecznej historii, kulturze duchowej i materialnej plemion prerii. Zdawalismy sobie rowniez sprawe ze Indianie z terenow USA sa polskim Indianistom bardziej znani i na nich glownie skupia sie uwaga wiekszosci czlonkow PRPI. Coz, proponujac niesmiale jako wiodacy motyw spotkania odchodzenie od stereotypow na przykladzie wspolczesnych problemow kanadyjskich Pierwszych Narodow, sami padlismy ofiara stereotypowego myslenia, spodziewajac sie jedynie paru osob w muzeum i trzeba przyznac, mile sie rozczarowalismy, co nas z kolei bardzo podbudowalo. Przyjemnie nam bylo, ze uczestnicy spotkania w muzeum sluchali z taka uwaga, ze zadawali wiele pytan, nawet jesli nie byly one zwiazane bezposrednio z tematem spotkania lub wydawaly sie czasami nieco naiwne. Uwazamy jednak, ze kazde pytanie zasluguje na uwage i nie powinno pozostac bez wyczerpujacej i zadowalajacej odpowiedzi, oczywiscie w ramach mozliwosci i wiedzy osoby odpowiadajacej. Rownoczesnie pragniemy przypomniec wszystkim, zarowno tym, ktorzy brali udzial w warszawskich i poznaniskich rozmowach jak i pozostalym indianistom, ktorych nie dane nam bylo poznac osobiscie, iz zawsze, gdy tylko czas i zdrowie pozwola, gotowi jestemy udzielac informacji, odpowiedac na wszelkie pytania i pomagac w znalezieniu materialow w sieci lub na tutejszych rynkach wydawniczych etc.
Mamy, co jest rzecza oczywista, sporo kontaktow z przedstawicielami kanadyjskich spolecznosci autochtonicznych, ale szczerze mowiac nie afiszujemy sie z nimi i staramy sie nie ekploatowac ich w celach „popularno-naukowych”, jako ze cenimy sobie i szanujemy te bardzo czesto prywatne, osobiste i rodzinne zwiazki. Wybaczcie wiec i zrozumcie, jesli bedziemy w przyszlosci unikac kierowania Was bezposrednio do przedstawicieli Pierwszych Narodow Kanady.

I jeszcze pare slow wyjasnienia odnosnie naszego „wystepu”. Do muzeum w Poznaniu, w sobote 30go wrzesnia, dotarlismy lekko spoznieni, za co raz jeszcze przepraszamy. Zabraklo tez niestety czasu na zwiedzenie muzeum, co szczegolnie dla Dave'a byloby zapewne ciekawym doswiadczeniem. Coz, moze nastepnym razem nadrobimy. Spotkanie zaczac sie mialo o 15ej a my zaledwie dwie godziny wczesniej dotarlismy do Poznania, po 9 dniach wedrowek po drogach i bezdrozach mojego kraju przodkow, ktory chcialam przyblizyc swojemu partnerowi w czasie jego pierwszej wizyty w na naszym kontynencie.
Moj Dave, osoba na codzien bardzo skromna i “niepubliczna”, naprawde nie spodziewal sie az takiego formalnego, w jego pojeciu, spotkania i az takiej frekwencji. Jak sam przyznal, wystraszyly go nieco krzesla ustawione dla nas na samym srodku sali. Musial wiec oswoic sie z atmosfera, “wystrojem” powaznej placowki naukowej i kulturalnej, a przede wszystkim z nowa dla niego rola wspolprowadzacego spotkanie i to w sali wypelnionej ludzmi cierpliwie czekajacymi na nasze pojawienie. Oczywiscie musial tez pokonac lekka treme, stad jego poczatkowe wahanie i przestepowanie z nogi na noge w drzwiach sali.
Mamy jednak cicha nadzieje, ze nie zawiedlismy Waszych oczekiwan i choc w czesci udalo nam sie zaspokoic Wasza ciekawosc i uzupelnic lub poszerzyc Wasza wiedze o tej czesci swiata, ktora jest naszym domem.
Niezastapiony Cien pieknie juz zreferowal nasz pobyt w Poznaniu wiekszosc poruszanych zagadnien i spraw omawianych zarowno w czasie oficjalnego spotkania, jak i w czasie mniej formalnego picia pysznej czekolady oraz podczas grupowego spaceru wieczornego przez urokliwe poznanskie uliczki i rynek, za co mu serdecznie dziekuje. Pragne jedynie dodac od siebie, ze bylismy i jestesmy pod wrazeniem jego niezwyklej osobowosci, wiedzy, elokwencji i wywazonego, realistycznego podejscia do zagadnien tubylczych.
Chcialam rowniez dodac iz wielkie slowa uznania i wdziecznosc naleza sie rowniez drugiemu „napalonemu Indianscie” , a mianowicie Darkowi, ktory w czasie naszego pobytu w Wa-wie stanal na wyskosci zadania i umozliwil nam krotkie, kameralne spotkanie w herbaciarni z gronem przemilych osob i ktory rowniez podjal sie trudu skopiowania na potrzeby Ruchu wiekszosci przywiezionych przez nas materialow pisanych. Filmy oraz zdjecia zostawilismy w dobrych rekach poznanskich indianistow. Niech Wam wszystkim sluza!

Wasze radosne i zarazem skupione twarze, smiech, glosy, usciski dloni, zyczliwe zarty, przyjazne uwagi, serdeczne gesty , zostaly uwiecznione na zdjeciach, beda noszone w naszych sercach i na zawsze pozostana w naszej pamieci...az do nastepnego razu, ktory wierzymy, wczesniej czy pozniej, nastapi!

Onen

Ewa-Ewka

_________________
http://community.webshots.com/user/efkaw


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
 
Gandzia
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 12 października 2006 11:37 
Offline
User
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 sierpnia 2006 0:44
Posty: 29
Lokalizacja: Szczecin
Płeć: Nie określono
Kochani!
Niestety nie mogłam być w Poznaniu, ale dzięki obszernym relacjom Cienia i Ewy choć trochę mogłam poczuć się obecna:) Piszcie, piszcie jeszcze więcej - szczególnie czekam na relację Dave`a i jego refleksje na nasz temat. Pozdrawiam gorąco zimne Calgary :*


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Cień
 Tytuł: Galeria poznańska...
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 12 października 2006 22:49 
Offline
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 sierpnia 2005 19:09
Posty: 242
Lokalizacja: Ząbkowice Śl.
Płeć: Nie określono
Tych co byli (zwłaszcza), ale i tych co nie byli zapraszam do rzucenia okiem na galerię z poznańskich spotkań z Ewą i Dave'm (link na stronie http://www.indianie.eco.pl/r2006/D&E.htm ) i posmakowanie ich atmosfery dzięki fotografiom Ewy, Józefiny, Olka i niżej podpisanego.


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
 
Onkwehonwe
 Tytuł: Re: Galeria poznañska...
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 15 października 2006 22:11 
Offline
User

Rejestracja: 06 sierpnia 2006 2:32
Posty: 2
Lokalizacja: Canada
Płeć: Nie określono
Well, I guess it is about time for me to relay my heart felt thanks to everyone I met while in Poland.

I just loved visiting Poland for the first time and would very much love to come back again. While there I saw lots of wonderful things, places and most of all met lots of very wonderful and beautiful people.

I’m sure I am going to forget to mention some but please do not worry as I do remember meeting everyone, just not names.

No wiec, mysle, ze juz najwyzszy czas, by wyrazic me z glebi serca plynace, podziekowanie tym wszystkim, ktorych mialem okazje poznac w czasie pobytu w Polsce.

Moja pierwsza wizyta w Polsce byla cudowna i bardzo bym chcial ja powtorzyc.W jej trakcie widzialem wiele wspanialych rzeczy, miejsc, ale przede wszystkim spotkalem wielu wspanialych i przemilych ludzi.

Na pewno nie uda mi sie wszystkich wymienic, ale jedno jest pewne, nikogo z tych, ktorych spotkalem nie zapomne, nawet jesli nie pamietam ich imion..


First of all I would like to say thanks to Ewa my other half and partner. Without her I would have never taken such a trip. She made the whole thing very memorable and wonderful. Meeting her parents was just great. They are very nice and loving people who opened there hearts and home and took me in like I was one of the family.

Secondly I would like to say thanks to all the people involved in the Native Friendship Movement in Warszawa. I had a very wonderful time at the ‘herbata’ meeting and just loved meeting everyone. I will for sure remember this short visit for sometime as I took away a new felt friendship of everyone there and not to mention some very nice pictures taken at the meeting:

Na pierwszym miejscu pragne podziekowac Ewie, mojej drugiej polowie, partnerce zyciowej. Podroz ta nigdy nie bylaby mozliwa bez jej udzialu. Ona sprawila, ze przezylem piekne i niezapomniane chwile. Cudownie bylo tez poznac jej rodzicow. Sa oni przemilymi i serdecznymi ludzmi. Otworzyli dla mnie swe serca i przyjeli mnie w swym domu jak czlonka rodziny.

Nastepnie chcialbym zlozyc podziekowania wszystkim ktorzy zwiazani sa z PRPI w Warszawie. Spedzilem przemile chwile w czasie ‘herbaty’ i spotkanie wszystkich zgromadzonych tam sprawilo mi olbrzymia radosc.Nie zapomne tej krotkiej wizyty, wynoszac z niego przede wszystkim, wrazenie przyjazni wszystkich osob tam zgromadzonych, a takze kilka milych zdjec


This evening was preceded by a meeting with Darek a day before where we had a very nice lunch and got to know each other a bit more. We had met a couple of days prior to that for the first time and I was able to provide him some books to photo-copy.

I found Darek to be a very warm and welcoming person who is passionate about his beliefs and very caring in them as well. I would very much be honoured to consider him a friend who I found a closeness to and a common interest in. Darek, I can only say once again, the gift you gave me in Poznan was a very big honour to me and I wear it with pride.

Dzien przed tym zebraniem spotkalismy sie z Darkiem w czasie lunchu, dzieki czemu udalo nam sie troche blizej poznac.Dwa dni wczesniej, podczas pierwszego z nim spotkania, przekazalem mu troche materialow do skopiowania.

Darek jest bardzo milym, serdecznym czlowiekiem, zaangazowanym w swe pasje i globoko w nie wierzacym.Byloby dla mnie zaszczytem gdybym mogl nazwac sie jego przyjacielem z ktorym mam wiele wspolnego i z ktorym lacza mnie wspolne zainteresowania. Darku, raz jeszcze powtorze, otrzymany od Ciebie w Poznaniu dar cenie sobie niezmiernie i z duma go nosze.


Now, here is where I am going to forget names and not thinking at the time should have written everyone’s names down so I wouldn’t forget them but I never thought of that as I was only looking forward to meeting new people and having a nice cup of herbata and talking about things that are close to my heart. Saying that I would like to say thanks to everyone who was at this meeting as it was a wonderful time and I very much enjoyed seeing everyone. I do hope we will be able to stay in touch via email and the occasional post by me on the forum and who knows maybe the occasional visit to Poland.

A teraz, nie jestem w stanie wymienic wszystkich imiennie, jako ze podczas naszego spotkania przy filizance herbaty skupilem sie wylacznie na interesujacej i bliskiej memu sercu wymianie zdan z milymi ludzmi, zamiast notowac sobie na kartce papieru imiona uczestnikow, by pozniej ich nie zapomniec. Piszac to, chcialbym w tym miejscu podziekowac wiec tym, ktorzy tam byli, jako ze spedzilem z nimi cudowne chwile i sprawilo mi ogromna przyjemnosc poznanie wszystkich. Mam naprawde nadzieje, ze uda nam sie pozostac w kontakcie, czy to emailowym, czy to wymieniajac sie postami na forum, a byc moze nawet podczas mojej kolejnej wizyty w Polsce

After this meeting in Warszawa, Ewa and I traveled south with her father to Krakow. The only thing I have to say about Krakow is; “What a wonderful place”! I couldn’t believe all the people in the square and so late at night. Plus the bugle player who plays the warning bugle when Krakow is about to be invaded and is shot with an arrow in the throat. I was amazed that this warning is played once an hour 24hrs per day. I forgot to find out if this is played all year round or only at curtain times of the year? We then traveled to Kalwaria Zebrzydowska where Ewa’s grandparents where married in the monastery on top of the hill. We also visited Lanckorona and a few other little towns. In one of them we visited her Aunty Anna who is a very wonderful person. I’m only sorry we had such a short visit. Then we dropped Ewa’s father off at a place called Bielsko-Biala and from there we went onto Oswiecim where we visited the museum of the concentration camp. I had heard of what happened here during the Second World War but was unprepared for how big the place was and all the history that is still there, and not to mention the plans that where in place to expand the existing camps. This place, I feel, is a must see as I still can’t believe there are people who do not believe this ever happened. I can only say I will pray and burn sweet-grass and tobacco for those who died there and for those who survived.

Po spotkaniu w Warszawie, wybralismy sie z Ewa i jej Ojcem do Krakowa. Jedno ,co natychmiast przychodzi mi na mysl, myslac o Krakowie to : “Co za wspaniale miejsce!” Wprost nie moglem uwierzyc, widzac pozna noca, takie tlumy ludzi na rynku. Albo ten trebacz, ktory gra hejnal na wiezy, jako ostrzezenie dla miasta przed najezdzcami i zostaje trafiony strzala. Zdziwilo mnie bardzo to, ze hejnal grany jest co godzine, przez caly dzien, 24 godziny. Zapomnialem dowiedziec sie, czy ten hejnal slychac tylko w okreslonej porze roku, czy tez grany jest przez caly rok?

Nastepnie udalismy sie do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie kiedys, dziadkowie Ewy, w klasztorze na wzgorzu, brali slub. Zwiedzilismy rowniez Lanckorone i pare innych malych miasteczek. W jednym z nich odwiedzilismy Ciocie Ewy. Jest ona cudowna osoba. Szkoda ze nie moglismy tam zostac dluzej. Nastepnie, w Bielsku Bialej zostawilismy Tate Ewy, a sami udalismy sie do Oswiecimia, do muzeum obozu koncentracyjnego.Slyszalem co dzialo sie w tym miejscu w czasie drugiej wojny swiatowej, ale porazil mnie jego ogrom, historia ktora czuje sie tam na kazdym kroku i plany, jakie istnialy by obozy te jeszcze rozbudowac.Uwazam, ze kazdy powienien to miejsce odwiedzic, jako ze wierzyc mi sie nie chce, iz sa ludzie ktorzy watpia w to, co tam sie dzialo. Od siebie jedynie moge zlozyc ofiare z tytoniu i ze slodkiej trawy i modlic sie za tych, ktorzy tam zgineli i za tych ktorzy przezyli.


We then traveled to another town where we met a couple of friends of Ewa’s. They had come over to Canada a few years ago to visit her and this is where we met her cousin Ela. Jolanta and Janek opened their home to us and made us a very wonderful dinner. They are such a wonderful couple not to mention there young dog who I just love playing with. She was so full of energy and just loved to play.

We stayed at Aunty Anna’s place that night and as it was so very foggy the next morning we figured we get a bit of a late start for Poznan, where we where headed to meet more friends.

Pozniej pojechalismy do innego miasta i tam spotkalismy sie z Ewy przyjaciolmi, ktorzy pare lat wczesniej byli u niej w Kanadzie. Tam tez dojechala Ela, kuzynka Ewy. Jolanta i Jan ugoscili nas i przygotowali dla nas wspaniala kolacje. Sa oni naprawde cudowna para, nie wspominajac ich psa, z ktorym przyjemnie bylo sie pobawic. Coz za pelna energii i checi do igraszek psina.

Nocowalismy w mieszkaniu Cioci i gdy sie obudzilismy ranek byl bardzo mglisty, wiec troche opoznilo to nasz wyjazd w kierunku Poznania, dokad spieszylismy spotkac sie z nastepna grupa przyjaciol.


We now come to Poznan. What can I say? Basia and Olek are one of a kind. They open there house and hospitality without even asking a question. They provided us a place to rest and food and most of all some very very good company!! They are very nice and good people and I hope to count them as new friends, and if they do consent I am the lucky one!

Teraz kolej na Poznan. Coz moge tu powiedziec? Basia i Olek sa po prostu niezwykli. Otworzyli podwoje swego domu i ugoscili nas bez zbednych pytan.Oferowali nam miejsce odpoczynku, poczestunek, ale przede wszystkim swoje przemile towarzystwo!! Sa wspanialymi i dobrymi ludzmi i mam nadzieje, iz nazwanie ich mymi przyjaciolmi spotka sie z ich aprobata, co by mnie naprawde uszczesliwilo.

This is where we met Marek, Ewa from Poznan and Adam and of course Darek from Warszawa. This group of people I must say are the best and they would have my vote for being ambassadors of Poland.

Basia and Olek went to a great extent to make sure we, Ewa and myself and Ella Ewa’s cousin, felt at home. They are such warm and wonderful people anyone who comes to know them will for sure see that. They are all very giving and caring and make others feel at home right away.

U nich spotkalismy Marka, Ewe z Poznania, Adama i oczywiscie Darka z Warszawy. Musze przyznac, ze ta grupa jest po prostu super i glosowalbym na nich jako ambasadorow Polski.

Basia i Olek postarali sie, abysmy my, Ewa, ja i Ela, kuzynka Ewy, czuli sie u nich jak w domu. Sa przesympatycznymi i cudownymi ludzmi i kazdy kto ich pozna na pewno bedzie podobnego zdania. Ich opiekunczosc i chec dzielenia sie wszystkim z innymi sprawia, ze czulismy sie u nich od razu jak u siebie.


We had time to have a lunch and wash the road grime away and chat a little and then head to the Museum that Marek and Ewa and Friends of Natives group in Poznan had arranged a meeting at. The very first this I noticed when entering this building where the Polish Totem Poles.

These poles were just beautiful and something to see. You could tell that they are old and have a lot of history. We then came to the room where the meeting was to take place, and boy was I ever surprised! Ewa and I thought maybe 15 – 20 people would show up and upon entering the doorway you could see that there was a lot more people then we expected.

Mielismy wystarczajaco czasu by zjesc obiad, odswiezyc sie z drogi i pogadac chwile, a potem juz trzeba bylo spieszyc do muzeum, w ktorym Marek i Ewa razem z grupa czlonkow PRPI zorganizowali dla nas spotkanie. Pierwsza rzecz, na ktora zwrocilem uwage wchodzac do budynku to „Polskie Totemy”. Byly naprawde niezwykle i warte obejrzenia. Zauwazylem, ze sa bardzo stare i musza miec fascynajaca pzeszlosc.Weszlismy do sali, w ktorej mialo sie odbyc spotkanie, i tu zostalem naprawde zaskoczony! Myslelismy z Ewa, ze na spotkaniu zjawi sie co najwyzej 15-20 osob, a tymczasem juz wchodzac stwiedzilismy, ze liczba ta znacznie przewyzszala nasze oczekiwania.

Everyone thought I was shy about entering the room. I guess I was just a little, but then I saw the chair that was front and center and I thought everyone wanted me to sit here, but I wasn’t about to sit there until someone moved the chair to the side. I also tried to make a joke but it wasn’t noticed. When I came in and said “hi and bye”, as I could see that some people where just as shy as myself. At one point I asked if there is anyway we could move this meeting outside as it was such a beautiful day and we could sit on the grass or someplace outside because it was very warm in the room. We stopped for a small break and I went outside. Darek came out with me and one other person, Bart, and we had a small chat outside. After I finished my smoke we all headed back in. I noticed that there was maybe one or two other people who came outside for a smoke and one of my reasons for requesting a small break was for everyone to get a drink of coffee, herbata, or water and to let those other then myself have a smoke.

Chyba wszyscy mysleli, ze trema byla powodem mego wahania w drzwiach. Sadze, ze po czesci jest to prawda, ale w rzeczywistosci, gdy zobaczylem krzeslo na samym srodku sali, przygotowane dla mnie, postanowilem ze nie wejde, poki nie ustawione zostanie ono nieco z boku. Wtedy tez zazartowalem, ale chyba nie zrozumiano mego zartu. Powiedzialem “witam i dowidzenia”, tyle ze zauwazylem, ze wiele osob na sali bylo co najmniej tak spietych jak ja sam.Nawet spytalem w pewnym momencie, czy nie byloby lepiej przeniesc cale to spotkanie na zewnatrz,jako ze w taki piekny dzien moglibysmy po prostu usiasc sobie na trawie, a na sali bylo goraco.W czasie krotkiej przerwy ja, Darek i Bart ucielismy sobie krotka pogawedke. Po przerwie na papierosa udalismy sie od srodka. Zauwazylem, ze pare osob tez wyszlo na papierosa,a wlasnie dlatego poprosilem o mala przerwe, bo pragnalem aby wszyscy mieli okazje napic sie kawy, herbaty, lub zapalic, jak to mialo miejsce w moim przypadku.

Over all I think this meeting was very good. It seemed to go very fast and as it seemed just getting started it was time to end. I was starting to feel more relaxed as were some people who came to this meeting and felt they could ask question where feeling more relaxed as a few more people started to pose some questions. It was just great!! I’m only sorry it seemed so short. After that meeting, there was a little get-together at coffee/chocolate shop organized, so we started to make our way over to there. I was so pleased to see a lot of people who were at this first meeting walking with us. There was a father who asked if I’d take a picture with his two young daughters. I noticed them waiting for us along the way and his daughters sitting and waiving at me saying hello. I wish we could have had time to chat with him and his girls as they seemed like a nice family. I wish I had been able to take a picture of his girls and I together plus with him.

Mysle, ze spotkanie udalo sie wcale dobrze. Czas uplynal bardzo szybko, wydawalo sie ze niedlugo po rozpoczeciu, trzeba bylo juz konczyc. Czulem sie coraz swobodniej i widzialem, ze inni, ktorzy tam byli, rowniez nie byli juz spieci zadajac pytania. Bylo wspaniale!! Szkoda jedynie, iz wszystko tak krotko trwalo.Zaraz po spotkaniu muzeum udalismy sie w kierunku pijalni czekolady, jako ze tam juz tez cos zroganizowano. Naprawde ucieszyl mnie fakt, iz tyle osob zdecydowalo sie nam towarzyszyc i szlo spacerkiem razem z nami. Pamietam Pana, byl z dwiema corkami, ktory spytal, czy moglby zrobic corkom zdjecie ze mna. Pozniej, na zewnatrz zauwazylem je siedzace i pozdrawiajace mnie machaniem.Zaluje ze nie bylo czasu by poznac ich blizej, wygladali na taka mila rodzine. Szkoda rowniez, ze nie mialem okazji zrobic sobie z nimi zdjec moim aparatem.

We had a good time at this little chocolate shop and I can’t remember what it was that I ordered but I do remember that it was just great. I sat there thinking for a minute or two about ordering another. I was able here to chat more with Adam, Marek, and Ewa from Poznan plus a few other people who came with us. After this we went to the square where as you all know from others who have posted messages here, there was a parade to recognize Nepoleon and Poznan history.

This was something to watch and take in. Before going to the chocolate shop and after we took a few photos around out little walk through one other square with friends.

Chwile spedzone w pijalni czekolady minely przyjemnie, nie pamietam juz nazwy czekolady ktora zamowilem, ale pamietam ze byla pyszna. Zastanawialaem sie nawet przez chwile, czy nie zamowic jeszcze jednej. Mialem wtedy okazje porozmawiac dluzej z Adamem, Markiem, Ewa poznanska i paroma innymi osobami, ktore tam z nami dotarly.
Nastepnie udalismy sie na plac gdzie, jak juz wiecie z relacji innych, odbywaly sie obchody czczace napoleonska historie Poznania.

Dla mnie bylo to przezycie jedyne w swoim rodzaju.W czasie naszej wedrowki po placach miasta robilismy sporo zdjec z przyjaciolmi.


I can’t remember the young woman’s name who Ewa from Poznan introduced me to at the museum. She is so very full of energy and desire anyone who comes in contact with will notice right away. Then there is Kasia! No one, I’m sure, will easily forget this young woman. She is so full of enthusiasm, joy and energy plus life and you could see a genuine passion for the things she does. I can only hope that she never losses this as it would be a shame.

As I’m sure everyone is aware this young girl and a few of her friends have put together a little booklet of Native women that they admire. I can only hope she keeps this up and maybe looks at doing more in the future.

Nie jestem w stanie przypomniec sobie imienia mlodej osoby, przedstawionej mi przez poznanska Ewe w muzeum. Ale zrobila na mnie wrazenie zaangazowanej i entuzjastycznej, co od razu dawalo sie zauwazyc. No i w koncu Kasia! Tej mlodej dziewczyny po prostu nie mozna zapomniec! Jest ona tak pelna energii, entuzjazmu, radosci zycia i nie ukrywa swych zyciowych pasji. Pozostaje mi jedynie zyczyc jej, aby swe pasje zawsze pielegnowala.

Przypuszczam, ze znacie mala broszure, ktora ta dziewczyna, wraz z grupa przyjaciol przygotowala o podziwianych przez nie kobietach indianskich. Mam nadzieje, ze bedzie kontynuowacw tym samym kierunku i a nuz w przyszlosci doczekamy sie nastepnych podobnych osiagniec.


After we said our goodbyes to everyone a few of us made our way over to the Cathedral Church in Poznan. Even though it was night-time this place was just huge and Ewa from Poznan told me a little bit of the history. This is where Adam said his goodbyes as he had a long drive home that night. He was going to drive home to Bydgoszcz, which I’m told was a long drive at night.

Po pozegnianiach nasza mala grupa znalazla sie pod poznanska Katedra. Nawet w nocy kosciol sprawial wrazenie olbrzymiego i Ewa poznanska przyblizyla mi nieco jego historie. Tam tez pozegnalismy sie z Adamem ktory ruszal w droge do domu. Mial on zamiar jechac noca do Bydgoszczy, kawal drogi, jak mnie poinformowano.

But then I found out that there where people from all over Poland; Gdansk, Slask, and of course Warszawa, to mention a couple of places. From our little drive around Poland I can see that they traveled a long distances.

In closing I can only say this. I loved my time in Poland and would very much love to come back again. I think I would love to visit around the time of the Zlot and Pow-Wow season over there, but bear in mind I am not a dancer nor a drummer. I was asked while in Poznan how I looked at the people from this country doing Pow-Wows, and dressing and making outfits for pow-wows.

Ale przeciez, jak sie dowiedzialem, ludzie zjechali sie z roznych stron; z Gdanska, ze Slaska, z Warszawy, to pare miejsc ktore zapamietalem. Z wlasnego doswiadczenia wedrowek po Polsce, zdaje sobie sprawe z odleglosci jakie musieli pokonac.

Jedna rzecz, na zakonczenie. Wspaniale spedzilem czas w Polsce i bardzo bym chcial przyjechac po raz kolejny. Nastepnym razem byc moze udaloby sie zjawic w okresie Zlotu lub Pow- Wow u Was, ale prosze, pamietajcie, nie jestem ani tancerzem ani bebniarzem.Pytano mnie podczas pobytu w Poznaniu jaki jest moj stosunek do Waszych Pow-Wows, do kopiowania strojow, do wystepowania w nich w czasie Pow-Wows.


I can say this; from what I saw in pictures and on the forum and from meeting a few people that this is done out of passion and to learn from and not to make fun of. I can say this because of the bead work that I’ve seen and from the messages that my Ewa reads to me on the forum that people write and ask questions about a few things as they do not want to shame others and to be genuine in their teaching to others. I can only speak for myself and I must say. It makes me feel proud that there are people who want to tie themselves to native ways of life and learn more about. As it is a way of life. We celebrate just about all things in life in one way or another, be it in pow-wows, or in traditional polish dance, and I think once we stop doing celebrating these things we as a human race will be no more.

Moge powiedziec jedno; Z tego co zdazylem zauwazyc na zdjeciach, z rozmow i spotkan z ludzmi, wynika jasno, ze robicie to z wielkim zaangazowaniem, aby poglebic wiedze, a nie aby robic sobie z tego zabawe. Widze to po Waszych wyrobach i z tego, co mi czyta i tlumaczy Ewa, ze zalezy Wam, Wasze rekodzielo bylo wierne oryginalom, ze jestescie dumni z Waszych osiagniec i chcecie dzielic sie wiedza. Ale przyznaje, mowie jedynie we wlasnym imieniu.Tym niemniej, czuje sie zaszczycony faktem, ze sa ludzie, ktorym zalezy na zblizeniu sie do naszych sciezek, naszego podejscia do zycia i poznaniu ich.w taki czy inny sposob. Bo jest to specyficzny sposob zycia. Ludzie roznie manifestuja i obchodza wszystkie aspekty zycia, czy to w formie pow-wows, czy w formie tradycyjnych polskich tancow, ale wazne abysmy nigdy nie przestali tego robic, sa one wyznacznikiem ludzkosci i bez nich przestaniemy istniec.

So I would love to say thank you to everyone who I met and had time to talk with, as I will remember these times for a very long time, and I do hope that sometime in the near future I can once again come over and spend some time and get to know more people and the ones I met even better.

A wiec, chcialbym raz jeszcze podziekowac wszystkim, ktorych udalo mi sie spotkac i z ktorymi moglem porozmawiac, jako ze te chwile na dlugo pozostana w mojej pamieci, i mam nadzieje, ze ktoregos dnia w niezbyt dalekiej przyszlosci, uda mi sie powrocic i spedzic troche wiecej czasu, poznac wiecej nowych osob, a tych ktorych juz znam, poznac jeszcze lepiej.

David A. Gauld


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Przejdź do:  
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group
Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson. Stone textures by Patty Herford.
With special thanks to RuneVillage