Indiańskie forum

Forum o Indianach
Dzisiaj jest 24 października 2014 9:00

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 08 czerwca 2006 20:54 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !
Tym razem chciałbym zaprezentować sylwetkę jednego z wodzów Cree. Nie jest to być może postać na miarę Pontiaca czy Tecumseha niemniej warto poświęcić troszkę uwagi tej postaci. Chodzi o Big Bear'a pochodzącego z narodu Cree, jednego z liderów Drugiej Rebelii Luis'a Riela - tak, tak, tam też prócz Metysów w działaniach wojennych brali udział Indianie....

BIG BEAR / CREE /

Big Bear żył w tatach 1825 – 1888, urodził się w Fort Carlton w późniejszej prowincji Saskatchewan, był głównym przywódcą Cree podczas Drugiego Powstania Luis’a Riela. Dla tubylczych Kanadyjczyków był to najpoważniejszy powstańczy zryw na pograniczu kanadyjskim przeciw planom kolonizacyjnym.
Big Bear dał się poznać władzom kanadyjskim w roku 1876 gdy jako przywódca Cree Równin zdecydowanie odmówił podpisania Traktatu # 6.
W tym czasie spotykając się prawie z dwu tysięczną rzeszą Indian, reprezentujących różne tubylcze grupy, w rezerwacie Poundmaker w Cut Knife, Big Bear ostro potępił zapisy Traktatu jako oczywiste krętactwa i nieuczciwe zamiary władz.
Big Bear nawoływał indiańskie społeczności aby przyłączyły się do jego Cree i wystąpiły przeciw kolonizatorom. Odzew jednak nie był tak powszechny jak się spodziewał.
W roku 1885 dołączyli jednak do niego Metysi i Druga Rebelia stała się faktem a sam Big Bear był jednym z ważniejszych jej przywódców.
Połączenie sił indiańskich z oddziałami Luis’a Riela nastąpiło 26 marca 1885 r w okolicy jeziora Duck tuż po pierwszych starciach Metysów z oddziałami kanadyjskimi.
Tydzień później wyprawa wojenna pod przywództwem Big Bear’a zajęła kościół katolicki w Battleford biorąc przy okazji 13 zakładników. Jednym z zakładników był agent indiański Thomas Quinn, zaczął stawiać opór i w efekcie został zastrzelony. Wkrótce potem życie straciło kolejnych 8 osób. Jednemu z zakładników udało się zbiec i powiadomić o wszystkim posterunek Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej w pobliżu Fort Pitt.
Po dokonanym rozeznaniu szybko zorientowano się iż liczba uzbrojonych w broń palną Cree znacznie / o kilkuset mężczyzn / przewyższa liczebność oddziałów Policji. W rezultacie posterunek został niedługo potem przez nich opuszczony a wojownicy Big Bear’a szybko go splądrowali i na koniec spalili.
Innym wiodącym indiańskim przywódcą w Drugiej Rebelii był Poundmaker, Indianin Cree, ściśle współpracujący z Big Bear’em. Nie mniej to jego wojownicy i on sam zostali jako jedni z pierwszych zmuszeni do poddania się przez wzmocnione oddziały rządowe.
3 czerwca Big Bear wraz ze swymi ludźmi został otoczony w okolicach jeziora Loon przez oddziały Policji Konnej. Udało im się jednak wydostać z okrążenia. Niestety ciągły pościg i konieczność ukrywania się szybko nadwątliła siły wojowników Big Bear’a, tak więc 18 czerwca zdecydował on o uwolnieniu kilku białych jeńców i wystosował jednocześnie wiadomość do depczącej mu po piętach Policji Konnej z prośbą o łaskę.
W ciągu kilku następnych tygodni Big Bear i jego ludzie złożyli broń. Ośmiu z pojmanych rebeliantów zostało po krótkich procesach powieszonych.
Big Bear oraz Pounmaker wyrokiem sądu zostali skazani na 3 lata wiezienia lecz wkrótce potem ich uwolniono gdy okazało się że choroba i brak nadziei „załatwią” ich dużo szybciej.
I tak też się stało - w przeciągu kolejnych 6 miesięcy obaj zmarli.

Co było w nim wielkiego ? Moim skromnym zdaniem to też człowiek z charyzmą, przekonany do swych racji i umiejący je przekuć w czyn. Potrafił prześwietlić intencje zawarte w treści Traktatu i się im przeciwstawić, a nie wszystkich było na to stać....
To prawda, nie porwał tysięcy do walki, nie tworzył konfederacji ale potrafił zrozumieć rodzące się zagrożenie dla ludzi, którym przewodził. Wkońcu podjął walkę jak się okazało beznadziejną i zapłacił za to, my powiedzielibyśmy patriotyzm, najwyższą cenę.

Pozdrawiam Janusz

Zródło o Big Bear'rze: Internet / namiary podane przez Mateusza /


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Bot Reklamowy Reklama
 
Na górę
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 16 czerwca 2006 20:56 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !
Mimo że nie widzę by ktoś chciał podjąć temat w ramach tej dyskusji to niezmordowanie podrzucam jednak kolejną krótką notatke o kolejnym "Wielkim" !
Zyciorys jego, aczkolwiek okryty tak naprawdę mgłą tajemnicy, fascynuje i fascynował wielu np prof. Szczepańskiego a o kim mowa ano o Pontiac'u.

Pontiac lub też Obwandiyag ur. się pomiędzy rokiem 1712 a 1725 prawdopodobnie w wiosce Ottawa nad rzeką Detroit lub rzeką Maumee. Jak chce tradycja jego ojciec pochodził z narodu Ottawa natomiast matka była Ojibwa.
Na przestrzeni roku 1755 Pontiac stał się wyróżniającym wojennym przywódcą luźnej konfederacji plemion Ottawa, Potawatomi oraz Ojibwa.
Rebelia w roku 1763, w której odegrał tak znaczącą rolę była militarną odpowiedzią na okupację regionu Wielkich Jezior przez Brytyjczyków. Legenda Pontiaca narodziła się właśnie w okresie tej Rebelii natomiast dane o jego życiu z przed tego okresu są nadzwyczaj skąpe. Najwcześniejsze zapiski przywołujące osobę Pontiac’a są oparte na tradycji i licznym spekulacjom a opisy jego osoby ulegały licznym przeobrażeniom na przestrzeni lat.

Pontiac został okrzyknięty „wodzem” Ottawa przez jemu współczesnych białych kolonizatorów oraz późniejszych historyków. Współcześni badacze poddają w wątpliwość czy w okresie ery Pontiac’a Ottawa mieli kogoś kto rolę wodza „takiej miary” by spełniał poza tym indiańscy przywódcy nie posiadali nigdy takich uprawnień i takiej władzy jakie przypisuje Pontiac’owi tradycja. Prawdą natomiast pozostaje fakt zmuszenia Brytyjczyków do rozpoczęcia układów właśnie z Pontiac’iem co skutkuje osądem iż tak wielką władzę Pontiac jednak posiadał.
Pontiac podjął odpowiedzialność za wydarzenia, w których przyszło mu uczestniczyć co jednak w konsekwencji spowodowało liczne „tarcia” z innymi indiańskimi przywódcami a i w efekcie doprowadziło do jego zabójstwa.

Pontiac pozostając w przymierzu z Francją najprawdopodobniej brał udział w wygranej bitwie 9 lipca 1755 r. z ekspedycją Braddock’a. Miał się też spotkać z nie mniej sławnym Robertem Rogers’em w roku 1760 aczkolwiek współcześni historycy powątpiewają w prawdziwość tej informacji.

Pontiac po niepowodzeniach związanych z oblężeniem Fort Detroit w roku 1763 wycofał się do Illinois gdzie kontynuował swój zbrojny opór wobec Brytyjczyków. Jego sukcesem było to iż pomimo opanowania przez Anglików Doliny Ohio podjęli oni decyzję o kolejnych negocjacjach właśnie z Pontiac’iem.
W roku 1766, 25 lipca Pontiac spotkał się z superintendentem ds. Indian Sir Wiliam’em Johnsonem, spotkanie miało miejsce w Oswego , Nowy York i kończyło formalnie okres zbrojnych wystąpień Pontiac’a.
To właśnie zainteresowanie osobom Pontiac’a przez Brytyjczyków stało się przyczyną przypisywania Pontiac’owi władzy, której tak naprawdę nie posiadał.
Pontiac został zamordowany 20 kwietnia 1769 r we francuskiej wiosce Cahokia przez Indianina Peoria.

Dlaczego więc był "wielki" i fascynował / fascynuje / tak wielu ?
Otóż to kochani, proszę niech ktoś odpowie na tak zadane pytanie...

pozdrawiam Janusz


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Zitkato
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 25 czerwca 2006 11:07 
Offline
User

Rejestracja: 22 czerwca 2006 12:22
Posty: 77
Płeć: Nie określono
Stopniowanie jest BEZNADZIEJNE bo trudno jest ocebic czy wiekszym wodzem Dakotow byl Czerwona Chmura czy Szalony Kon (ja osobiscie jestem jednak za tym drugim) ale juz nie da rady tak naprawde powiedziec czy wiekszym wodzem byl Geromino(Apache) czy Wódz Józew Grzmot Wedrujacy Po Górach(Nez Perce) a moze Czarny Jastrzab (Saukowie) Podobnych przykladow mozna wymieniac w nieskonczonosc.

_________________
Ja bialy czlowiek...


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Zitkato
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 25 czerwca 2006 11:17 
Offline
User

Rejestracja: 22 czerwca 2006 12:22
Posty: 77
Płeć: Nie określono
Ehh ciezka sprawa. Odrazu nasuwa sie Litte Bighorn ale to przeciez nic nie dalo oglalom. Mysle jednak ze wojna o kraj Powder River.

_________________
Ja bialy czlowiek...


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 28 czerwca 2006 22:18 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !
To prawda zabawa w typowanie "największego "wodza nie ma chyba sensu ale też nie o to chodzi w zaproponowanych przezemnie rozważaniach. Nieśmiało chcę zachęcić do poszukiwań odpowiedzi na pytanie :DLACZEGO taki czy inny wódz jest wielki i może byc za takiego uważany...
Ostatnią zamieszczoną w tym dziale sylwetką była osoba Pontiac'a, dość bezkompromisowo opracowanko "kwestionuje" wielkość jego postaci i nie bez powodu zakonczylem je zapytaniem dlaczego Pontiac jest uważany za "wielkiego" przywódcę i fascynuje tak wielu skoro to założenie łatwo tu zakwestionować....
A skoro do tablicy wywołaliśmy też i Czarnego Jastrzebia to kolejne wejście postaram sie poświecić właśnie jemu.
pozdrawiam Janusz


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Drzewian
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 29 czerwca 2006 19:13 
Offline
Administracja
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 maja 2005 17:01
Posty: 431
Lokalizacja: Loża Szyderców
Płeć: Nie określono
Cytuj:
Dlaczego więc był "wielki" i fascynował / fascynuje / tak wielu ?

tak pyta sie Janusz więc odpowiem na to pytanie kolejnym cytatem ale tym razem z ksiązki Aleksanda Sudaka "Detroit 1763" Bellona 2006
sława otoczyła go już za życia, a utrwaliła się po jego śmierci. Złożyło się na to wiele przyczyn. Klęski poniesione przez Anglików w pierwszej fazie wojny sprawiły, że ich armia musiała znaleźć osobę za to odpowiedzialną. Nie mógł nią byc pierwszy lepszy pogardzany przez jej oficerów czerwonoskóry, ale jakaś nieprzeciętna jednostka...
oraz drugi cytacik z tejze samej książki o Pontiaku
...to, że pierwszy wystąpił zbrojnie, że tak długo i nieustępliwie oblegał główną twierdzę angielską na zachodzie i że w końcu zginął niepokonany i podejrzewany o nowe wystąpienie przeciw Anglikom, sprawiło, że po dziś dzień uważany jest za tego, który porwal indiańskie plemiona do walki...
i jak wspomina dalej autor to do rozpowszechnienia takiego obrazu Pontiaka przyczynil się Francis Parkman autor "History of the Conspiracy of Pontiac" i do nas dotarł taki obraz Pontiaka poprzez książkę Jana Szczepańskiego "Czarne wampumy głoszą wojnę" a jak było naprawdę no cóz po latach trudno jednoznacznie stwierdzić ale przyznaje podoba mi się koncepcja Pontiaka jednoczącego plemiona do wspólnej walki, mimo że może nie byc zgodna z historią :0
no i najwazniejsza rzecz jaka mi sie nasuwa to dlaczego, jak pyta Janusz, taki czy inny wodz byl uwazany za wielkiego , moze dlatego ze, jak w przypdaku Pontiaka.,m takim go chcieli widziec biali a przecież to biali pisali historie nie Indianie.
To tyle

_________________
Drzewa...można żyć między nimi, prawie ich dotykać, a i tak nie pojmie się, o czym myślą i mówią...


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 03 lipca 2006 20:54 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !
Zauważam trochę ruchu w "interesie" więc moze doczekamy się większej liczby komentarzy na tak stawiane pytanie: dlaczego taki czy inny indiański wódz jest wielki ?
Dziękuje Drzewianowi za próbę odpowiedzi na to pytanie i cóż... nie będę zaprzeczał iż to biali pisali historię więc może dlatego Pontiac jest wielki?.....
A skoro wcześniej wywołaliśmy Czarnego Jastrzebia przyglądnijmy się i jego postaci ....

Black Hawk /(Ma'katawimesheka'kä,/ ma’katawi oznacza kolor czarny, mishi oznacza duży, ka’kaw oznacza skałę, samo imię zaś odnosi się do opisu ptaka – jastrzębia.
Podrzędny przywódca Sauków i Fox’ów, także lider wojny w roku 1832. Urodził się w wiosce Sauk’ów u ujścia rzeki Rock w stanie Illinois w roku 1767, należał do klanu Grzmotu narodu Sauk. Gdy miał 15 lat po raz pierwszy wyróżnił się w czasie działań wojennych; mając lat 17 stał na czele wyprawy wojennej młodych wojowników, którzy zaatakowali 100 osobowy obóz Indian Osage zdobywając jeden skalp a samym nie ponosząc żadnej straty w ludziach. W wieku lat 19 poprowadził 200 Sauków i Fox’ów do desperackiego ataku na Osagów, zabijając połowę z nich z tego Black Hawk osobiście zabił 5 mężczyzn i jedną kobietę.
Po wybuchu wojny w roku 1812 Black Hawk z większością swych ludzi dołączył do Brytyjczyków dokonując przy tej okazji wielu rabunków i ogólnego spustoszenia na granicy poszczególnych kolonii. W okresie późniejszym pozostając w wyraźnym konflikcie z głównym wodzem Sauk’ów Keokuk’iem, który sprzyjał białym Amerykanom, Black Hawk został przywódcą sympatyzujących z Brytyjczykami, którzy prowadzili także interesy handlowe w Malden, przedkładając to miasto nad St. Louis.
Na podstawie traktatu podpisanego 3 listopada 1804 r. w St Louis Indianie Sauk oraz Fox zgodzili się na oddanie wszystkich swych ziem na wschód od Mississipi, czas spokoju na tych terenach był utrzymywany jednak tylko do chwili otwarcia go pod osadnictwo. Pomimo doświadczeń z roku 1812, „potoki” osadników nieprzerwanie znów parły na zachód zajmując przy tym tradycyjne terytoria Sauk’ów i Fox’ów. Keokuk wraz z większością swych ludzi „ugiął się przed nieuchronnym” i po przekroczeniu Mississipi udał się do dzisiejszego stanu Iowa, Black Hawk odmówił opuszczenia swej ojczyzny utrzymując że podczas podpisania traktatu w St. Louis został po prostu oszukany.
Jednocześnie podjął starania porozumienia się z Winnebago, Potawatomi oraz z Kickapoo i zachęcenia ich do wspólnej opozycji i walki przeciwko oczywistej agresji białego człowieka.
Black Hawk, podobnie jak jego wielki poprzednik Tecumseh, wysyłał emisariuszy do wszystkich możliwych plemion by przekonać ich do konieczności podjęcia walki z białymi, drugim natomiast celem Black Hawk'a były próby zdyskredytowania autorytetu głównego wodza Sauk’ów Keokuka.
Black Hawk rozesłał swe oddziały na przygraniczne osady , wiele z nich spalono a mieszkańców wybito. 24 czerwca Black Hawk zaatakował fort Apple River lecz został odparty. Kolejnego dnia natomiast pokonał w walce batalion majora Dements’a sam jednak doznał dotkliwych strat w ludziach. 21 lipca gdy próbował przeprawić się na drugi / zachodni / brzeg rzeki Wisconsin został zaatakowany przez ochotników gen. James’a D. Henry’ego. W efekcie poniósł ciężkie straty, stracił 68 wojowników a wielu było rannych dla Black Hawk'a była to miażdżąca porażka. Z pozostałymi wojownikami próbował wycofać się w kierunku do Mississipi co mu się zresztą udało, 2 sierpnia dotarł do ujścia rzeki Bad Axe. Niestety podczas kolejnej próby przeprawy został zaatakowany przez załogę parowca Warrior. 3 sierpnia grupa pościgowa pod dowództwem gen. Atkinson’a doszła Black Hawk’a. Doszło do ciężkiej walki w wyniku której zabito ponad 150 wojowników a wielu po prostu utopiło się w pobliskiej rzece. Do niewoli dostało się 40 wojowników Black Hawk’a. Ci, którym udało się sforsować rzekę zostali wybici przez Sioux’ów. Black Hawk jak i najbardziej przez niego ceniony wojownik Neapope uszli z walki z życiem, niemniej już wkrótce zostali pojmani przez Winnebago.
Gdy Black Hawk dostał się do niewoli został przetransportowany na wschód gdzie ponad miesiąc był więziony w fortecy Monroe. Potem obwożono go po wszystkich ważnych miastach leżących na wschodzie kraju i gdzie powszechnie budził silne zainteresowanie. Drugą tego typu „podróż” do miast leżących na wschodzie odbył Black Hawk w roku 1837 w towarzystwie Keokuka. Po tej „podróży” osiadł na stałe w Des Moines w pobliżu Iowaville gdzie też zmarł 3 października 1838 r.
Jego doczesne szczątki ubrane w wojskowy mundur podarowany mu przez gen. Jackson’a a także szpada i medale, którymi został honorowany przez Jackson’a, John’a Quincy Adams’a oraz miasto Boston zostały skradzione w lipcu 1839 r. Z kolei znalazły się w St. Louis gdzie je oczyszczono a szkielet przesłano do Quincy w stanie Illinois. Po proteście złożonym przez gubernatora terytorium Iowa Lucas’a, kości Black Hawk’a odrestaurowano a życzeniem syna wodza pozostały one w biurze gubernatora. Później jednak trafiły do kolekcji Towarzystwa Historyczno – Geologicznego Burlington gdzie w roku 1855 uległy zniszczeniu w wyniku dużego pożaru.

Źródło : The 'Black Hawk' entry from Handbook of American Indians North of Mexico, edited by Frederick Webb Hodge (Smithsonian Institution, Bureau of American Ethnology Bulletin 30. GPO: 1910.) Author: John R. Swanton of the Bureau of American Ethnology

Czy Black Hawk był wielkim wodzem ? Dokonując pomiaru :D jego "wielkości" w oparciu o moje własne rozumienie patrotyzmu przyznam że Black Hawk nalezał do nieprzeciętnych przedstawicieli swego narodu, a odwaga by przeciwstawić się wyraźnej niesprawiedliwości jaka dokonała się na mocy traktatu z 3 listopada 1804 r. w St Louis budzi niekłamany podziw. Bez wątpienie miał aspiracje jakich nie powstydziłby się Tecumseh no i legitymował się charyzmą pozwalającą mu na skupienie wokół swej idei całkiem sporo ludzi.

Nie do konca podoba mi się jednak jego "knowanie" przeciwko swemu wodzowi, to przecież mogło osłabiać wewnętrznie całe plemię. Czyżby cierpiał na chorobliwy brak zainteresowania swą osobą i swoimi planami ?
Często czytałem że Indianie nie zabijali kobiet i w ogóle prowadzili działania wojenne trochę inaczej niż Europejczycy, jednak w jego biografii podaje się iż jemu kobiety zabić się zdarzało... czyżby efekt werworu walki.....??? a może taki był nerwus ? :lol:
Na pewno to nie cała prawda o Black Hawk'u więc czekam na dalsze komentarze.
pozdrawiam Janusz


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
DarekP.
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 09 października 2006 13:35 
Offline
User
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 sierpnia 2006 18:50
Posty: 31
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Nie określono
Przychylam się do głosu, że taka dyskusja pozbawiona jest większego sensu i w zasadzie w ogóle nie zamierzałem zabierać w niej głosu, ale chciałem Wam na coś zwrócić uwagę - rozważania, kto był / jest największym przywódcą indiańskim przerodziła się niechcący w rozważania, który z nich miał największe zasługi w wojnach z Białymi. Tym samym powracamy do bardzo starego pytania postawionego przez Sokratesa - czy ten jest największym przywódcą, kto się najbardziej zasłużył Historii (a przy okazji poświęcił szczęście swych współobywateli [współplemieńców], czy też ten, kto bez specjalnego rozgłosu dbał o ich dobro? Ilu z nas zna Małą Wronę, przywódcę powstania Santi w Minnesocie, a ilu słyszało o Apadaniapape, Uderzonym przez Ri, przywódcy Yankton, do końca życia otoczonym szacunkiem ze strony swych ludzi, który podczas tegoż powstania ostrzegał wszystkich białych osadników, do których udało mu się dotrzeć (jemu i jego wojownikom)? Nie odbieram zasług Pontiakowi, Tekumsehowi, Czarnemu Jastrzębiowi ani nikomu innemu, ale kryteria doboru wielkości wskazują, że oceniamy ich przez pryzmat stosunków z przedstawicielami naszej rasy, a one chyba nie oddają całości obrazu.
Druga sprawa
Cytuj:
Często czytałem że Indianie nie zabijali kobiet i w ogóle prowadzili działania wojenne trochę inaczej niż Europejczycy, jednak w jego biografii podaje się iż jemu kobiety zabić się zdarzało... czyżby efekt werworu walki.....??? a może taki był nerwus ?
No, to już w ogóle jakiś mit, efekt tego, że chcemy widzieć Indian jako ucieleśnienie wszelkich cnot, "noble savage" - "szlachetny dzikus" (sorki, za tego dzikusa). Prawda jest taka, że strzała wystrzelona przez kobietę czy dziecko, zabija równie dobrze, jak strzała wystrzelona przez dorosłego wojownika. Zresztą na swoje pierwsze wyprawy wojenne niejednokrotnie wyruszali z powodzeniem dwunastoletni chłopcy, ani oni nie oczekiwali żadnej taryfy ulgowej z racji swego wieku, ani oni sami takiej taryfy nie zamierzali stosować w stosunku do swoich wrogów. Także kobiety brały czasem aktywny udział w wyprawach wojennych, a w obronie życia zabić potrafi każdy. W starciach międzyplemiennych zabijano zatem bez pardonu wszystkich i nawet nie warto się teraz licytować - a Siuksowie to zabijali, a dajmy na to, Mandanowie nie, bo tak nie było. Mówiąc brutalnie, liczyła się sztuka i niestety, z takimi niewygodnymi faktami musimy się nieraz zmierzyć poznając bliżej zwyczaje i historię ludów indiańskich. Ale, to już zupełnie inna opowieść.

_________________
Ikope śni hotanin po! Wayaśice śni ee wawokiye wacin po. Wyrażaj swą opinię bez lęku! Nie krytykuj, by zranić, ale w zamian próbuj pomóc.


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 16 października 2006 21:12 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !

Przyznaję że zaniepokoił mnie tekst Darka P.

Czy rzeczywiście temat jest bezsensu i chybiony w swym celu ? - bo takie jest stanowisko Darka P oraz Ree i 3 bobry i co też znalazłoby swe potwierdzenie w tym że mało kto kwapi się do pisania na ten temat...
Otóż uważam że tak nie jest a przynajmniej być nie musi. Przyznaję jednak że przyjęcie kategorii: „największy wódz indiański” było dość ryzykowne i nieszczęśliwe ale po małym retuszu może ów temat stać się ciekawą płaszczyzną wymiany myśli. Dlaczego ?
Jeżeli założymy że i na forum można się czegoś dowiedzieć i że forum ma pełnić także rolę edukacyjną sama decyzja o przedstawieniu takiej czy inne sylwetki, także tej mniej znanej, z jakimś tam uzasadnieniem dlaczego ten czy ów jest „wielki”, zmusza autora takiego posta do przewertowania literatury czy też stron Internetu... To z kolei, siłą rzeczy, pozwoli zauważyć iż postać, o której ktoś będzie pisał wpasowana jest w ramy historii, zdarzeń i okoliczności, o których być może warto będzie się czegoś dowiedzieć więcej ! Czyli aspekt edukacyjny jest tu niezaprzeczalny.
Darek P. zastanawia się czy ktoś zna Małą Wronę, przywódcę powstania Dakotów Santee w Monnesocie ? czy ktoś zna Apadaniapape ? czy też ilu słyszało o Uderzonym przez Ri ?
Nie wiem czy ktoś zna i czy słyszał ale gdy te sylwetki pojawią się w tym miejscu z pewnością wielu usłyszy i pozna !
Pozwalam tak sobie myśleć sądząc o ilości „wejść” na ten temat.
Przyznam że gdy pierwszy raz przeczytałem w tekście Darka P. o „chceniu” widzenia Indian jako ucieleśnieniu cnót wszelakich to w pierwszym odruchu potraktowałem to bardzo osobiście i „szlag mnie o mało nie trafił”. Ale potem jeszcze kilka razy do niego wracałem i dopiero teraz zdecydowałem się odpisać „ku pożytkowi wszystkich” – chyba...

Ważne, wydają się także ostatnie słowa z postu Darka P. „ ...... Mówiąc brutalnie, liczyła się sztuka i niestety, z takimi niewygodnymi faktami musimy się nieraz zmierzyć poznając bliżej zwyczaje i historię ludów indiańskich...”.

I tu tkwi istota rzeczy !. Zwyczaje i historię ludów indiańskich znakomicie można poznawać także i poprzez sylwetki tych mniej lub bardziej znanych Indian, a.... o pryzmacie ich postrzegania na razie pisać nie będę. :)

Pozdrawiam i mimo wszystko zachęcam do przedstawiania swych opinii o tych mniej lub bardziej znanych......
Janusz


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 21 listopada 2006 23:20 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !

Temat Czarnego Jastrzębia będzie wymagał jak sądzę jeszcze kilku korekt by w sposób zadawalający oddać wielkość tego człowieka. Nie mniej dziś pragnąłbym zaprezentować nową postać nie mniej niezwykłą aniżeli prezentowani już wcześniej wodzowie. Tym kimś jest Piapot, wódz Cree, którego „niezwykłość” spróbuję przedstawić w tej krótkiej notce biograficznej. Z góry zastrzegam sobie jednak konieczność drobnych uzupełnień co do faktów jego życia, które po prostu muszę jeszcze przetłumaczyć...znalazłem ciekawe informacje o nim w anglojęzycznej wikipedii wraz z linkami, a znających język zachęcam do odwiedzenia strony http://www.biographi.ca/EN/ShowBio.asp?BioId=41111 poświęconej jego osobie.

PIAPOT

Piapot był Indianinem Cree, urodził się w roku 1816 a imię jakie wtedy otrzymał brzmiało: „Flesh in the Sky Boy”. Jego rodzice zmarli podczas epidemii ospy. Od tego czasu zamieszkał wraz ze swoją babką, z którą też został pojmany do niewoli przez Sioux’ów i pomiędzy którymi przeżył kolejne 14 lat zanim nie został uwolniony przez jedną z wojennych wypraw Cree Równin. Wiedza jaką wyniósł będąc pomiędzy Sioux’ami pomogła mu zostać wojennym wodzem Cree. Wydarzenie to było także przyczyną, dla której otrzymał swe kolejne imię: „ Sioux Cree” co w języku Cree Równin brzmi: Nehiyawapot. Biali tłumacząc jego imię na język angielski utworzyli skróconą wersję tego imienia: Piapot.

W roku 1870 Piapot wraz ze swymi wojownikami musiał uznać wyższość wojowników Blackfoot w ostatniej wielkiej bitwie narodów indiańskich w pobliżu Fort Whoop – up w Północno – Zachodnim Terytorium dziś znanym jako Południowa Alberta.
W roku 1875 podpisał Traktat # 5 cedując tym samym ziemie w dolinie Qutappelle w Manitobie. Potem wraz ze swymi ludźmi przeniósł się bardziej na zachód do dzisiejszego Saskatchewan.

Piapot prowadził czynny opór wobec zamierzeń rządu zmierzającego do położenia linii torów kolejowych na terytoriach należących do Cree. Nie był to jednak opór zbrojny jak należałoby podejrzewać a raczej rodzaj „dywersji” polegający na rozkładaniu obozu akurat na zamierzonej trasie gdzie miały być położone tory kolejowe.
Znane jest zdarzenie związane z rozwojem linii kolejowych, które omal nie doprowadziło ludzi Piapot’a do buntu przeciwko białym. Gdy zapadła już decyzja o przeniesieniu jego grupy z Cyprysowych Wzgórz do ich nowego rezerwatu zlokalizowanego w pobliżu Qu’Applelle, około 800 osobowa grupa Indian została zapakowana do wagonów kolejowych. Niestety podczas jazdy jeden z wagonów wykoleił się i ostatecznie stoczył się na najbliższy nasyp. Położenie wagonu było na tyle nieszczęśliwe iż nie było możliwe normalne otwarcie drzwi wagonu. Wagon ostatecznie trzeba było zniszczyć i dopiero tak uwolniono uwięzionych w nim Indian.
Pomimo tego iż nikt nie odniósł poważniejszych zranień Indianie byli wściekli i zdegustowani. Biali generalnie źle ich traktowali tak więc nie było niczym zaskakującym iż poturbowani Cree pomyśleli że jest to element planu, który ma doprowadzić do ich śmierci. Całą swą złość skierowali wówczas na obsługę pociągu, która musiała salwować się ucieczką…
W końcu osoby z wykolejonego wagonu piechotą dotarły do Qu’Appelle podczas gdy pozostali osiągnęli cel podróżując… w tym samym pociągu.

Sam Piapot osiadł ostatecznie w pobliżu Regina. Lecz ani on ani żaden z jego wojowników nie brał czynnego udziału w Drugiej Rebelii Riel’a w roku 1885. Gdy jego grupa pomimo zakazu kultywowała zakazany Taniec Słońca Piapot został aresztowany przez kanadyjskie władze.
Pomimo przymusowego odizolowania jego ludzie nadal pozostali mu lojalni.
Tuż przed swoją śmiercią w roku 1908 Piapot mając 92 lata nalegał by nie grzebać go w ziemi. Chciał by jego szczątki przymocowano w koronie drzewa lecz ówczesne prawo zabraniało tego typu praktyk. Po swej śmierci w roku 1908 został złożony w drewnianej trumnie. Podczas pogrzebu trumna została zabrana do podnóża wzniesień, w pobliżu których zamieszkiwał. Tam wykopano płytki grób. Na trumnie jak i wokoło ułożono stos kamieni a następnie wykonano, także z kamieni, duży okrąg wokół miejsca jego pochówku.

Na czym więc polega niezwykłość Piapota ?.
Dla mnie jest liderem legitymującym się nieprzeciętną zdolnością wykorzystywania w praktyce zdobytych w przeszłości doświadczeń. To lider, potrafiący wypracować sobie autorytet i zaufanie pośród ludzi, którym przewodził, autorytet do którego odwoływano się nawet wtedy gdy pozostawał w przymusowej izolacji i wcale nie musiano szukać w nim oparcia. To polityk negocjujący warunki Traktatu # 4 i sygnujący Traktat #5. Jak słowny to był przywódca świadczy jego odmowa zaangażowania się w Drugą Rebelię Riel’a, bo podpisując warunki Traktatu święcie wierzył w złożone / zapisane / tam deklaracje i zobowiązania i za nic nie chciał ich łamać.
To wreszcie przywódca religijny, który poznał tajemnice Sioux’ów, to wódz wojenny, który zdobył szacunek swych wojowników.
To, dziś byśmy powiedzieli, językoznawca bo władał biegle pięcioma narzeczami.
To wierny swej tradycji i obyczajom człowiek, który „żegnając się” z tym światem nie wyrzekł się swych korzeni i wyrażając swą ostatnią wolę chciał być pochowany zgodnie z obyczajem Cree.

Jak tylko dowiem się czegoś więcej pozwolę sobie na dodatkowy komentarz i rozwinięcie już wcześniej podanych nieprzeciętnych cech Piapot’a.

Pozdrawiam Janusz

Obrazek


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
szalony_koń
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 02 czerwca 2007 10:30 
Offline
User

Rejestracja: 12 maja 2007 13:31
Posty: 13
Lokalizacja: Chełm
Płeć: Mężczyzna
Osobiście za największych(najwybitniejszych) wodzów uważam Pontiaca, Tecumseha ponieważ potrafili zjednoczyć różne plemiona o różnych kulturach. Trudnym zadaniem było samo utrzymanie pokoju wśród Indian. Za wielkiego wodza uważam także Szalonego Konia :D po zwycięstwie nad Little Bighorn nie uciekł razem z Siedzącym Bykiem do Kanady ale pozostał na ziemi praojców. Do końca walczył o wolność swego ludu i poniósł śmierć. Wielkim wodzem był również Geronimo, który podobnie jak Szalony Koń do śmierci bronił wolności. Pozdrawiam. Howgh!

_________________
"Nie sprzedaje się ziemi, po której chodzą ludzie" Szalony Koń


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
GG 
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 13 lipca 2007 18:39 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !
Chciałbym "przedstawić" Wam kolejną ważną postać, tym razem nie bedzie to wódz anie wybitny wojownik w czystej postaci ale ktoś równie wielki i z pewnością o nie mniejszym sercu... Tym kimś jest Christine Qiuntasket z narodu Salish. Lektura jej życiorysu / niestety do dyspozycji mam tylko wydanie Windspeaker z kwietnie tego roku gdzie zamieszczono dość obszerny o niej artykuł / wzbudzila mój podziw i szacunek. Uznałem przeto iż mogę zaryzykować i zamieścić krótki życiorys tej niezwykłej kobiety właśnie w tym dziale...

Christine Quintasket urodziła sie w roku 1888. Jej rodzicami byli Lucy Stukin pochodząca z rezerwatu Colville / północny Waszygton / i Joseph Quintasket pochodzący z Okanogan w Kolumbii Brytyjskiej
Najwcześniejsze lata swego życia Christine spędziła w rezerwacie Colvill gdzie jego mieszkańcy żyli zgodnie z uświęconymi tradycjami a jej matka zaś, w tamtym okresie, gorąco zachęcała ją do nauki tradycyjnych metod leczenia. Christine, nie sprzeciwiała się woli matki a praktykując sztukę leczenia pod okiem nauczycieli ze swego narodu jednocześnie uczęszczała do lokalnego katolickiego kościoła co powodowało że wzrastała w dwóch odrębnych jakże różnych światach.
Gdy miała 14 lat zmarła jej matka i to na nią niespodziewanie spadły obowiązek i odpowiedzialność za wychowanie młodszego rodzeństwa. Kilka kolejnych lat po śmierci swej matki Christine spędziła w misyjnej szkole z internatem gdzie uczyła się czytać „studiując” miękko okładkowe nowele.... Brak formalnego wykształcenia nie zniechęcił jej bynajmniej z realizacji jej największego marzenia, zrodzonego jeszcze we wczesnej młodości, marzenia zostania pisarką.
W roku 1912 powstała jej pierwsza nowela. Początkowo też pisała pod swym tradycyjnym imieniem Humishuma aczkolwiek z czasem bo w latach 20-tych / XX w. / ,po oglądnięciu wystawy ptaków w Spokane, przyjęła pseudonim literacki Mourning Dove / Gołąb kalifornijski /. Jak sama wtedy twierdziła taki pseudonim doskonale koresponduje ze smutnymi treściami jakie zwykle wypełniają jej opowiadania.
Jej literackie wysiłki silnie popierały inne tubylcze pisarki np: poetka z narodu Mohawk Pauline Johnson czy Gertrude Simmons Bonnin z narodu Siuksów.
By na tym polu osiągnąć doskonałość Christine w latach 1913 – 1915 uczęszczała do koledżu w Calgary. Pisała wieczorami i z biegiem czasem „spod jej pióra” wyszedł rzetelnie opracowany, spory zbiór tradycyjnych legend.
Quintasket uświadamia sobie jeszcze większą potrzebę archiwizacji tradycyjnych opowiadań pochodzących z jej plemienia by nie przepadły na zawsze. Odstawia na jakiś czas beletrystykę i głównie swój czas i siły koncentruje na licznych rozmowach ze Starszymi/ Elders / wielu plemion. Chcąc normalnie żyć Christine musiała jednak pracować dlatego bez wahania podejmowała rozmaite prace by w zasadzie tylko wieczorami i nocami spisywać zasłyszane legendy i opowiadania. Stale pomagali jej Heister Dean Giue, dziennikarz gazety wychodzącej w Yakima oraz buisnessman McWhorter.
Pomimo tego że na wiele lat zrezygnowała z pisania opowiadań i romansów to w roku 1927 drukiem wychodzi jej książka pt: Cogewa, the Half – Blood i jak wynika z wywiadu jakiego udzieliła potem do jednej z gazet jej celem było pokazanie „białym” czytelnikom iż Indianie potrafią odczuwać i kochać tak samo głęboko jak i Europejczycy. Było to także pierwsze rozliczenie się z powtarzającymi się faktami zawierania związków małżeńskich pomiędzy białymi mężczyznami a Indiankami i nagminnym rozpadzie kolejnych małżeństw mieszanych skutkujących opuszczeniem i pozostawieniem na pastwę losu swych tubylczych wybranek przez ich małżonków. Ten sam nieciekawy los czekał także dzieci pochodzące z takich związków, które nie mogły liczyć na przywileje i prawa europejskie w związku z „mieszaną krwią”.
Bez wahania wykorzystywała estymę i sławę by angażować się we wszelkie inicjatywy związane z obroną indiańskich praw do ziem, była pierwszą kobietą wybraną do godności reprezentanta narodu Salish.
Każda jej praca, opowiadanie czy kolejna nowela były wyraźnym stanowiskiem reprezentującym kulturę tubylczą pozostającą w ciągłej konfrontacji z kulturą dominującą europejską. Bez skrupułów występowała przeciwko stereotypom pokutującym w świadomości ludzi nawet gdy musiała „sprzeciwiać” się uznanym autorytetom naukowym / konkretnie etnografom /.
Wraz z innymi tubylczymi kobietami założyła Stowarzyszenie Indian z Colville. Ostro piętnowała wszelkie nadużycia jeżeli chodzi o fundusze rezerwatowe zarządzane przez nie – indiańskich urzędników. Brała udział w organizacji swoistego leasingu ziem, których sprzedaż nie gwarantowała jednoczesnego zatrudnienia jej byłego indiańskiego właściciela.
Qiuntasket zmarła w roku 1936 w wieku 48 lat

W roku 1990 , 54 lata po jej śmierci wydawnictwo Uniwersytetu Waszyngtońskiego opublikowało jej biografię zatytułowaną : Mourning Dove: A Salishan Autobiography, będącą jednocześnie bogato dokumentowanym opracowaniem poświęconym kulturze narodu Salish.

Pozdrawiam Janusz


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 29 lipca 2007 14:21 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !
Co prawda ostatnia prezentowana sylwetka Christine Quintasket nieco odbiega od wizerunku standardowego wielkiego i znanego wodza czy wojownika nie mniej jestem przekonany że jej miejsce jest mimo wszystko w takim właśnie doborowym towarzystwie.
Tym razem kolejna dość współczesna sylwetka, nieprzeciętnego człowieka,wojownika na miarę czasów w jakich przyszło mu żyć.....

Xavier Michon.
Xavier Michon urodził się w roku 1920 w społeczności Fort William w północnym Ontario. Jak większość współczesnych mu Indian wychowywał się w środowisku biedy i powszechnej dyskryminacji aczkolwiek czym jest prawdziwa dyskryminacja związana z pochodzeniem doświadczył nieco później.
W wieku 20 lat został powołany do służby wojskowej i wraz z blisko 78 000 innych młodych ludzi, którzy odpowiedzieli na apel armii został w 1940 roku żołnierzem na frontach w Północnej Afryce i we Włoszech. Dopóki trwała wojna i nosił wojskowy mundur miał autentyczne poczucie równości i nigdy nie doświadczył poniżenia wynikającego z odmiennego koloru skóry czy innego pochodzenia.
Po zakończeniu wojny wrócił do cywila, podjął pracę zawodową jako mistrz piekarski, ożenił się i wychował dwóch synów i jedną córkę. W latach 50- tych XX w. zmienił swą ścieżkę kariery zawodowej i rozpoczął pracę w papierni / the Abitibi Provincial Paper mill / w Port Arthur późniejszym Thunder Bay i wtedy niemal z marszu powróciły koszmary z dzieciństwa a piętno dyskryminacji i bycia „kimś” gorszym stawały się z każdym dniem coraz większym brzemieniem. W miarę jak rosła jego świadomość niesprawiedliwego traktowania „Indian” rosła jednocześnie i determinacja by uczynić coś co odmieni ich położenie. Poświęcał swój własny wolny czas by pomagać innym tubylczym pracownikom.
Wkrótce znalazł wielu podobnie myślących mu ludzi. Wspólnie zaadoptowali mały budynek i tym sposobem dali szansę „na narodziny” pierwszego centrum przyjaźni. Niemordowanie tworzył liczne kluby odpowiedzialne za „obsługę” potrzeb zamieszkujących w rejonie działania centrum Indian. Ciągle szkolił nowych ludzi i uczył jak najefektywniej nieść pomoc społecznościom tubylczym. Zainicjował szeroko zakrojoną kampanię mającą na celu “oczyszczenie” i przywrócenie utraconej dumy przez społeczności tubylcze.
Starał się inspirować innych i przekonywać do swoich marzeń o stworzeniu silnych społeczności, niezależnych, zapewniających oparcie dla rodziny i oferujących pomoc w znalezieniu zatrudnienia, społeczności gdzie ich mieszkańcy mieliby szanse na lepsze życie. W połowie lat 50- tych XX w. coraz większe ilości tubylczych amerykanów rozpoczynały nowe życie w miastach poszukując przy tym możliwości poprawy jakości i standardu swojego życia. By jak najbardziej ułatwić i usprawnić proces adaptacji Indian do życia w miastach swą nieocenioną pomoc okazało właśnie centrum przyjaźni. Jakiś czas później Michon wraz z grupą szefów pozostałych centrów przyjaźni rozpoczął prace nad utworzeniem Narodowego Stowarzyszenia Centrów Przyjaźni / the National Asscociation of Friendship Centers /, któremu przewodził jako jego prezydent w roku 1974.
Posiadając narodową reprezentację czy też narodowe przedstawicielstwo centra przyjaźni zostały uznane przez władze federalne Kanady jako organizacje pełniące żywotnie ważną rolę w życiu poszczególnych społeczności Pierwszych Narodów i oficjalnie zapewniono im skromny budżet z kasy państwa. Michon piastował także funkcje prezydenta the Native People of Thunder Bay Development Corporation., korporacji, które istnieje po dzień dzisiejszy i pomaga tubylczym mieszkańcom Kanady w znalezieniu domów czy mieszkań.
Był członkiem Welfare Council of Canada, udzielał się także w Canada Manpower’s Task Force on Native People, the Ontario Government’s Task Force on Native People and the Law , the Smith Clinic of Alcoholism , the Family and Children’s Services oraz w wielu innych.
Jego ogromny, nieustanny wysiłek w działania poprawiające status Indian w Kandzie spowodowały że w Thunder Bay darzono go ogromnym szacunkiem, ten szacunek okazywały też i środowiska nie tubylcze.
Xavier Michon zmarł w roku 1987. Współcześnie centrum przyjaźni ufundowane przez Michon’a w Thunder Bay nosi nazwę: the Indian Youth Friendship Centre.

Wszystkiego dobrego. Janusz

A tak przy okazji to mam pytanie do czytelników tego działu o "wielkich wodzach": czy Waszym zdaniem słusznym jest mówienie o współczesnych i/lub prawie współczesnych Indianach w kategorii: "najwięksi wodzowie", czy Ci ludzie są na miarę ich sławnych poprzedników. Kim w zasadze jest, dla Was, współczesny wojownik i wódz ? Czy dziś możemy wskazać wielkich wodzów czy też przywódców, którym należy oddać cześć, honor i szacunek..... , o których warto mówić i o których warto pamiętać ????


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 05 września 2007 23:36 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !
Przeglądając kolejne posty tego tematu pokusiłem się o małe zestawienie, którego celem jest prezentacja „ścieżki” jaką zaproponowałem samemu sobie by, jak już pisałem poprzednio, z pożytkiem korzystać z opisów nietuzinkowych postaci świata „indiańskiego”.
Z grubsza wynotowałem sobie iż wspomnieliśmy o : Tecumsehu, Pontiacu, Czarnym Jastrzębiu, Wielkim Niedźwiedziu, Czerwonej Chmurze, ktoś wymienił imię Geronimo.....
Wymienione osoby „ściśle wiążą się” z konkretnymi wydarzeniami historycznymi, chociażby: konfederacja Tecumseha i czas wojny Unii z Anglią w roku 1812, powstanie Pontiaca z roku 1763,
Rewolta Louis'a Riela i udział w tych wydarzeniach Indian kanadyjskich itd...
Tak więc skoro jest osoba i dzięki niej można uczynić wysiłek by dowiedzieć się czegoś więcej o czasach i wydarzeniach , które stały się jej udziałem to ... zapraszam do lektury poniższego tekstu.

Inspiracją tym razem były posty Obłużowszczyka i Ree i „niepewność” co do pokojowych przecież z założenia Hopi i powstań z ich udziałem.....tak więc tytułem wstępu:

Kultura Indian Hopi uznawana jest za jedną z najlepiej zachowanych kultur Ameryki Północnej. Pomimo najazdu dokonanego w roku 1540 przez konkwistadora Coronado i jego żołnierzy, Hopi pozostali relatywnie wolni od zewnętrznych wpływów i kontaktów aż do roku 1629, gdy to Hiszpanie rozpoczęli budowę misji w Oraibi i innych pueblach. Hopi zniszczyli jednak te misje w roku 1680 podczas powstania, któremu przewodził Pope. By uchronić się przed coraz częstszymi i agresywniejszymi najazdami białych Hopi przenieśli swe wioski w bardziej oddalone miejsca, które były osiągane dopiero po przebyciu stromych zboczy i niebezpiecznych klifów górskich.
Pomimo tego w latach 20-tych XIX w. siedziby Hopi zostały najechane przez Navajo. Najazdy te regularnie powtarzały się i w kolejnych okresach nawet wtedy gdy oficjalnie w roku 1882 osiedlono ich w rezerwacie. / To oczywiście nie wszystko co o Hopi można napisać ale w tym dziale nie ma na to miejsca /



Pope – pochodził z puebla San Juan, po raz pierwszy pojawia się o nim wzmianka w zapisach historycznych Nowego Meksyku z roku 1675 gdzie wymienia się go albo jako przywódcę grupy uwięzionych tubylców posądzonych o czary i zamordowanie misjonarzy lub jako jedną z osób, która odwiedziła hiszpańskiego gubernatora Santa Fe żądając uwolnienia w/w więźniów. Później osiadł w Taos gdzie narodziły się jego plany uwolnienia się z pod hiszpańskich wpływów i przywrócenia starego porządku. Podjęte przez niego działania spowodowały powstanie konspiracji ukierunkowanej na wymordowanie lub wypędzenie z tej krainy 2400 Hiszpanów i księży.
Jego wielkim poplecznikiem był wódz Catiti z Santo Domingo. Spisek szybko rozprzestrzenił się pomiędzy Peublo, spotykając się z nieukrywanym entuzjazmem. Na dzień ataku wyznaczono 13 sierpnia 1680 r. a wieści o tym przekazywano przez biegaczy, którzy docierali nawet do bardzo oddalonych siedzib Hopi w Arizonie. Do wspólnych działań, z nieznanych przyczyn, nie zaangażowano jednak Indian Piros z dolnej Rio Grande.
Niestety wieści o rewolcie dotarły jednak do Hiszpanów, i w tej sytuacji jedynym sensownym działaniem jak i nadzieją Pope’a było natychmiastowe rozpoczęcie rewolty. Powstanie wybuchło 10 sierpnia. Zamordowano 400 hiszpańskich kolonistów w tym 21 księży, rozpoczęto oblężenie Santa Fe, tysiąc jego mieszkańców wraz z gubernatorem Antonio de Otermin musiało szukać schronienia w tamtejszych budynkach rządowych. Pozostali tam do 20 sierpnia i dopiero odważny wypad 100 obrońców doprowadził do załamania się szyków atakujących Indian. Podczas tego wypadu zabito 200 Indian a 47 pojmano i rozstrzelano na rynku miasta. Następnego dnia Hiszpanie opuścili Santa Fe i rozpoczęli swój długi odwrót wzdłuż rzeki Rio Grande do El Paso.

Gdy osiągnął w zasadzie to co zamierzał Pope przystąpił to realizacji ostatniej części swego planu. Ci, którzy zostali wcześniej ochrzczeni teraz poddali się kąpieli w mydlinach juki, język hiszpański jak i inne nazewnictwo chrześcijańskie zostało zakazane, tam gdzie nie zdołano jeszcze spalić kościołów zniszczono wszelkie obiekty kojarzące się z chrześcijastwem, wszytko po to by przywrócić stary porządek rzeczy. Proces zrównania z ziemią wszystkiego co hiszpańskie został przyjęty entuzjastycznie podobie jak i idea rewolty. Pope odniósł sukces o jakim nawet nie marzył.
Wkrótce narody Pueblo dotknął ich stary nieprzyjaciel: susza, o sobie dali też znać Apacze i Ute, którzy korzystając z nieobecności Hiszpanów ponownie rozpoczęli regularne najazdy. Pośród Pueblo narastały róznice zdań i postaw. Plemiona Keresa oraz Taos i Pecos ponownie wystąpili zbrojnie przeciwko Tewa i Tanos. Pope został odsunięty od władzy a na jego miejsce wybrano Luis'a Tupatu, który rządził Tewa oraz Tanos do roku 1688 gdy po raz klejny wybrano Pope na przywódcę. Pope zmarł w roku 1692 jeszcze przed rekonkwistą prowadzoną przez Vargas'a.

pozdrawiam Janusz


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Janusz
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 13 września 2007 23:03 
Offline
User

Rejestracja: 25 kwietnia 2006 22:21
Posty: 70
Płeć: Nie określono
Witam !

Skoro w jednym z poprzednich postów wywołałem temat : kim jest wojownik ?, pozwolę sobie na jego rozwinięcie co jak sądzę może sprowokować do dalszej dyskusji i wymiany poglądów do czego zresztą zachęcam....

Wojownik, lider, przywódca, wódz..... to zaiste ktoś wielki i nieprzeciętny w tym co robi, jak to robi i czemu to jego „robienie”, działanie służy... To ktoś przed kim czuje się respekt, to ktoś kogo życie i czyny są przedmiotem opowiadań, pieśni, legend....
Wojownik, wódz, sachem.... to zwykle zbudowany w naszej świadomości obraz postaci na rączym koniu, z bronią w ręku, rozwianymi na wietrze włosami, ktoś o marsowym spojrzeniu i nie ugiętej woli....
Wojownik, wódz, sachem ..... czy jest to w ogóle możliwe by Ci Wielcy rodzili się i działali gdy nie słychać wystrzałów broni, świstu strzał, gdy nikt nie podpisuje traktatów, nikt nie tworzy konfederacji plemion.... gdy jest zwyczajnie, normalnie gdy każdy dzień boli.. ale jakoś inaczej, gdy przeciwnik to nie osoba, plemię, konfederacja czy inna polityczna organizacja ale zwykłe ludzkie sprawy i słabości, smutki i radości.... czy wtedy rodzą się wojownicy i wodzowie ????
Gdy się dobrze „przypatrzymy” to sami siebie zaskoczymy twierdzeniem że i owszem dziś też wojownicy i wodzowie są „obok” nas...

Ci wielcy wodzowie, wspomniani w poprzednich postach, to niepodważalne legendy a nawet gdy piszemy o prawie współczesnych nam ludziach i ich sprawach / Christine Quintasket czy Xavier Michon / ciągle poruszamy się w przestrzeni „niepospolitości” postaw i spraw, które budzą w nas niekłamany szacunek i podziw.
Tym razem chciałbym jednak wskazać na ludzi, którzy zazwyczaj zawsze pozostają w cieniu wielkiej legendy, na osoby zazwyczaj ni jak nie korzystające z przywileju bycia „klasycznym” wojownikiem czy wodzem a jednak o których dziś z szacunkiem mówi się : Ogi – chidaw.

Samo pojęcie: Ogi – chidaw, pochodzi z języka Ojibwa i pierwotnego: „ogi chi o day” i oprócz znaczenia „wojownik” niesie z sobą znaczne głębsze treści; „ogi” to osoba, „chi” to coś dużego lub wielkiego aczkolwiek w tym przypadku nadaje się mu znaczenie „ wspaniały, niepospolity” , „o-day” to wskazanie na fizyczny aspekt osoby ludzkiej - „serce” - „Osoba o wielkim sercu”.
Istnieje wiele sposobów, dzięki, którym zyskuje się ów zaszczytny status. W przeszłości faktycznie uzyskiwano go zazwyczaj w efekcie starć zbrojnych, wojen w tym także tych ostatnich : obie Wojny Światowe, wojna w Korei, Wietnamie „wydały” najprawdziwszych wojowników, ten sam status uzyskali uczestnicy wydarzeń w Wounded Knee w roku 1973 czy Oka....ale to tylko jedna z dróg...
Wojownikiem jest dziś każda samotna matka, w trudzie wychowująca swe dzieci, to każda kobieta i mężczyzna świadomie podejmujący walkę z nałogiem alkoholu i narkotyków i tym samym powracający do korzeni tradycyjnej duchowej ścieżki właśnie jako wojownicy. To wielu współczesnych nauczycieli z poświęceniem wypełniających swą misję, to liczne rzesze nieznanych nam osób walczących o sprawiedliwość i równość, walczących na różne sposoby swą postawą i poglądami niezależnie od tego gdzie się znajdują czy to w pracy, domu czy po prostu na ulicy...
To osoby, które potrafią dawać swój czas i poświęcać swe talenty innym 24 godziny na dobę , 365 dni w roku... To zwykli ojcowie i matki na co dzień walczący o godność swej rodziny i jej lepsze jutro.
Współczesny wojownik to ktoś na kim po prostu można się wzorować.

Pozdrawiam Janusz

/ Te niezdarne rozważania powstały w oparciu o artykuł pt: Ogi-chidaw not a self-proclaimed designation but there are many ways to earn such honour, zamieszczony w magazynie The Great Lakes Po-Wow, Tourism and Events Guide 98'. /


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group
Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson. Stone textures by Patty Herford.
With special thanks to RuneVillage