Indiańskie forum

Forum o Indianach
Dzisiaj jest 18 sierpnia 2019 12:55

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
Monia:)
 Tytuł: Huaorani
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 02 maja 2007 20:02 
Offline
User

Rejestracja: 29 grudnia 2006 14:32
Posty: 15
Lokalizacja: BK
Płeć: Kobieta
Wszystkie wiadomości o tym plemieniu zaczerpnęłam z książki Joe Kane'a "Dzicy". To nie są wszystkie wiadomości o tym plemieniu, ale wybrałam te najważniejsze i najciekawsze. Warto przeczytać tą książke bo autor był wśród Huaorani. Polecam ją wszystkim. Opisuje ona również problemy Indian w zwiazku z wydobyciem ropy naftowej.


Indianie Huaorani zamieszkują jeden z najdzikszych rejonów ekwadorskiej dżungli, a ich groźny wizerunek przez całe dziesięciolecia odstraszał przybyszów. Jednak odkąd na indiańskich terytoriach odkryto złoża ropy naftowej, nabór obcych – począwszy od spółek wydobywczych, skończywszy zaś na misjonarzach i ekologach – stał się niepowstrzymany.
Jest to rdzenna ludność indiańska zamieszkująca rozległe i na ogół niezbadane obszary Oriente, które zaczynają się za rzeką Napo i ciągną daleko na wschód, aż po granicę peruwiańską. Noszą tylko przepaski na biodrach. Mają krótkie, umięśnione torsy wymalowane i pokryte tatuażami, płatki uszu przekłute i ogromnie rozciągnięte. Chodzą boso, chyba, że ktoś podaruje im obuwie. Huao, prawdziwego mistrza w sztuce wspinania się po drzewach, łatwo można rozpoznać: jego duży palec u nogi odstaje od pozostałych niemal pod kątem prostym. Ciało dorosłego Huao pokryte jest zazwyczaj kilkoma większymi bliznami, które powstały wskutek infekcji gronkowcowych, postrzałów, wypadków z motorem przy łodzi, upadków, ugryzień zwierząt czy ukąszeń węży. Wielu Huaorani nie mają części palców u rąk czy nóg, a czasami nawet większych partii ciała; ponadto w całej dorosłej populacji zapewne nie udałoby się znaleźć ani jednej osoby z pełnym uzębieniem.
Nazywają siebie Huaorani, czyli – Ludem. W języku ich tradycyjnych wrogów, Keczua, auca oznacza „dziki”, co Huaorani odbierają za wielką zniewagę oraz zwą siebie najdzielniejszymi ludźmi Amazonii.
Dużo osób opowiadało, że regularnie zabijają oni podróżników, innych Indian oraz własnych współplemieńców i że nie tylko ich uśmiercają, ale także zjadają. Do jednej z takich opowieści należały dzieje kapucyńskiego misjonarza Labaki.
Pod koniec lat 70-siątych Alejandro Labaca, biskup rezydujący w Coco, przekroczył rzekę Napo i nawiązał pierwszy długotrwały kontakt z kilkoma grupami Auków (inna nazwa Huaorani) żyjących głęboko w puszczy. Podczas pierwszego spotkania Aukowie obrabowali go do czysta. Utrzymywali się przy życiu głównie dzięki polowaniom i zbieraniu leśnych owoców i wobec tego jego rzeczy też uznali za coś, co mogą zabrać jak np. orzechy kokosowe. Labaca nie zniechęcił się tym jednak i w ciągu kilku lat zadomowił się na dobre wśród nowych przyjaciół. W 1984 r. ekipa poszukiwaczy ropy zabiła tropionego od dawna Tagę, słynnego z dzikości przywódcę Tagaeri, najbardziej odosobnionego klanu Auków. Pozostali Tagaeri zbiegli w dalsze ostępy lasów, ale w 1987 r. zespół pracowników jednej z firm wydobywających, patrolując ziemie Auków z powietrza, wypatrzył przecinkę w lesie, która wyglądała na nowe miejsce pobytu klanu. Labaca obawiał się, że Kompania może wytropić Tagaeri i wymordować ich, poprosił, zatem, by pozwolono mu podjąć próbę nawiązania z nimi pokojowego kontaktu, więc go tam spuszczono. Gdy powrócono tam po kilku dniach, ze zgrozą znaleziono go przybitego do ziemi 17 dzidami z drzewa palmowego. Ciało zostało przekłute w 89 miejscach!
Huaorani zabijają obcych z oczywistych powodów: by się przed nimi obronić lub by zagrabić ich dobra. Natomiast, gdy przychodzi do zabijania członków własnego plemienia Huaorani przestrzegają całkiem wyraźnych reguł. Niemal zawsze takie zabójstwo jest wynikiem zemsty, zazwyczaj za śmierć dziecka. Huaorani uważają, że każda śmierć człowieka spowodowana jest przez innych ludzi i wymaga pomszczenia. Huao nie zabija sam; musi przekonać innego mężczyznę ze swojego klanu, by mu w tym towarzyszył. Każdy z nich wykonuje kilka dzid i przyozdabia je rzeźbami i piórami. Zabójstwo musi być dokonane twarzą w twarz w bezksiężycową noc, a za dobry znak uważa się deszcz. Przez kilka tygodni po tym akcie zabójcy nie mogą ani polować, ani jeść mięsa, ani też spać w chacie.
Zabijanie „z litości”, zarówno nowo narodzonych dzieci jak i starców, dawniej było powszechne, a zapewne zdarza się również i dziś wśród grup niemających kontaktów z misjonarzami. Dla Huaorani poleganie na sobie ma tak duże znaczenie, iż uzależnienie od pomocy innych, pojawiające się wraz z pierwszymi oznakami starczego niedołęstwa, jest do nie zaakceptowania. Starcy często sami proszą o śmierć, nie chcąc stać się ciężarem dla swego potomstwa. Bardzo małe dzieci nieuleczalnie chorych lub śmiertelnie ranionych w boju niekiedy grzebano żywcem wraz z rodzicami, a niechciane dzieci zabijano zaraz po urodzeniu, zazwyczaj dusząc je. Akt taki sugerowali członkowie klanu, chociaż ostateczna decyzja należała do matki dziecka. Od śmierci mógł wybawić dziecko ktoś, kto zobowiązał się do jego wychowania.
Zgładzenie człowieka przy użyciu dzidy jest dla Huaorani niezwykle doniosłym czynem. Wielu dorosłych szczyci się tym, że nosi blizny po ugodzeniu dzidą, pochodzące z bitew toczonych w młodości. Wśród młodszych Huaorani niewielu ma za sobą doświadczenie zabijania dzidą, ale wciąż pozostaje ono źródłem dumy jak i strachu.
Dla Huaorani ideałem jest niezależność i poleganie wyłącznie na własnych siłach. Zadają sobie wiele trudu, by pokazać, że żyją w pełnej harmonii z życiodajnym lasem. (W wieku 10 lat młody Huao powinien już umieć przeżyć bez pomocy innych.) Dlatego też częstowanie jedzeniem uważane jest za najszlachetniejszy czyn i dowód absolutnej hojności.
Gdy Huaorani nie polują ani nie zajmują się pracami w ogrodzie lub, gdy pada, co zdarza się tam bardzo często, spędzają wiele godzin w hamakach. Często po prostu odpoczywają, ale zazwyczaj wykonują różnego rodzaju prace – ostrzą dzidy, splatają liny z włókien palmowych lub żują maniok, który następnie pozostawiają do sfermentowania, by powstał napój zwany chichą. Nieustannie przy tym rozmawiają. Ich materialne dobra ograniczają się właściwie do kilku rzeczy: w typowym domu znajduje się parę meczet, dzid i dmuchawek, strzelba, dwa lub trzy gary do gotowania i kilka hamaków.
W każdej chacie pali się przez cały dzień ognisko i zawsze znajdzie się coś dla gościa – chicha, sok bananowy, kawałek gotowanego manioku czy upieczone ramię małpy. Niemal wszystkie dzieciaki, wiele kobiet i niektórzy mężczyźni chodzą nadzy lub noszą jedynie cienką przepaskę na biodrach. Dawniej cały klan spał w jednym dużym domu, obecnie jednak każda rodzina ma swój własny ogień.
Huaorani często jedzą upolowane małpy. Małpa nadająca się do zjedzenia ma od 10 do 15 kg wagi i wielkością przypomina 3-letnie dziecko. Ciało wrzucane jest w całości do ognia. Z początku spala się sierść; wydziela przy tym swąd dokładnie taki jak ludzkie włosy. Następnie zwęgla się skóra, a gdy obkurcza się na czaszce, wargi podnoszą się, odsłaniając uzębienie. Później odcina się ramiona i trzymając za przegub, wysysa się smakowite, przykurczone palce.
Jest też również chicha przyrządzana przez żony i starsze kobiety. Najpierw żują one surowy maniok, następnie wypluwają go do naczynia i pozostawiają do fermentacji. Później – po dniu, dwóch, a jeśli nadchodzi czas świętowania, to po tygodniu lub jeszcze dłuższym okresie – napój jest mieszany z wodą i pity z miseczki długimi haustami. (Niezależnie od stopnia rozcieńczenia chicha zawsze zachowuje nieco śluzu, co przywodzi na myśl nasiona kukurydzy zanurzone w surowym jajku.) Chicha uważana jest za napój wielce pożywny. Przenoszona w płynnej, choć gęstej postaci i zmieszana z wodą tuż przed spożyciem często stanowi główne pożywienie podczas wielodniowych wędrówek. W domu jest wszechobecna – popija się ją do wszystkich posiłków i częstuje się nią każdego przybysza. Określenie oznaczające w języku huaorani „szczęście” brzmi: „przy każdym poczęstunku chichą śmiejemy się szczęśliwie”.
Chicha nawet pozostawiona na dłużej, dla dokończenia fermentacji, nigdy nie nabiera większej mocy aniżeli słabe piwo. Podobnie jak Indianie północno – amerykańscy, Huaorani nie wytwarzają w swym organizmie enzymu koniecznego do metabolizmu alkoholu, dlatego też typowa domowa chicha nawet krzepkiego byczka wprawia w doskonały, pogodny nastrój.
U Huaorani głód wyznacza rytm życia. Jesteś głodny lub nie – wszystko inne z tego wynika. Dlatego Huaorani tak wysoko cenią poleganie na samych sobie i dlatego ich kultura obraca się wokół żywności, rytualnego dzielenia się nią, biesiadowania i głodu. To, co określa się pojęciem abundancia – czyli las pełen owoców i dostarczający zwierzyny łownej, który bez tego wszystkiego byłby tylko przerażającym miejscem – jest absolutnie podstawowym warunkiem ich dalszego przeżycia. Łatwo pojąć, dlaczego żadne pieniądze nie zrekompensują tym Indianom zniszczenia ich ziemi.
Dużo Huaorani umiera wskutek zatrucia wężowym jadem. Większość dorosłych przynajmniej raz była ukąszona, a wielu przydarzyło się to wielokrotnie. W kosmologii Huaorani węże reprezentują najgroźniejsze złe moce, a magiczne praktyki curandero od boa, czyli znachora węży, jak nazywają go ewangeliccy duchowni, wzbudzają szczególny lęk. Zabicie każdego węża – nieważne, czy jadowitego, czy też nie – jest objęte tabu. Ciekawe jest też, że za „zwierzęta” Huaorani uznają tylko ssaki.
Gdy Huao widzi dziewczynę, która mu się podoba, opuszcza jedną rękę. Oznacza to: „Spotkajmy się tam”. Może też dyskretnie dać znak palcem wskazującym. A gdy sądzi, że kobieta pragnie z nim uprawiać miłość, mruga prawym okiem, by wyrazić zainteresowanie, lub lewym, by powiedzieć nie.
U Huaorani istnieje wielożeństwo pod warunkiem, że żony są siostrami. Pojawiają się oczywiście problemy. Na ogół jedna z wybranek cieszyła się większymi względami, a co za tym idzie, była mniej obciążona pracą. Aby jednak obie czuły się szczęśliwe, w pewnych „dziedzinach” musiały być taktowane na równi.
Małżeństwo jest podstawą w kulturze Huaorani. Wszystko z niego wypływa: koligacje, prace, zabawa, świętowanie, prawo do polowań. Najważniejszym warunkiem udanego małżeństwa jest przebywanie razem.
Huaorani mają ciekawą kulturę, więc warto ją poznać.


Pozdrawiam wszystkich :lol:

_________________
Monika


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
GG 
Bot Reklamowy Reklama
 
Na górę
Cień
 Tytuł:
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 22 maja 2007 20:52 
Offline
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 sierpnia 2005 19:09
Posty: 242
Lokalizacja: Ząbkowice Śl.
Płeć: Nie określono
Dziekuję za przypomnienie tej dobrej książki o współczesnej (no, prawie, bo sprzed ok. 10 lat) sytuacji Indian z amazońskich lasów. Czyta się ją nie tylko jak barwny reportaż podróżniczy, ale i świetny kryminał polityczny. Polecam też recenzję "Dzikich" ze strony http://www.pracownia.org.pl/dz/index.php?d=archiwalne&e=artykuly&rok=2001&nr=91&id=42 a przy okazji także wątek o nawracaniu Indian Amazonii: http://forum.chrzescijanin.pl/viewtopic.php?t=240&sid=bd019696fea410985e2fc10a2b4fa484 .


Na górę  || 
 Wyświetl profil WWW  
 
Cicha Woda
 Tytuł: Re: Huaorani i nie tylko - PETYCJA
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 14 lutego 2013 19:53 
Offline
User
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 maja 2006 13:13
Posty: 181
Lokalizacja: Wawa
Płeć: Nie określono
Zachęcam do przeczytania bardzo dobrej książki polskiej antro-psycholog, napisanej w formie dokumentu/wykładu/opracowania poczynionego na podstawie jej osobistych badań oraz bogatej bibliografii innych badaczy amazońskiej kultury wielu różnych grup izolowanych, które nadal zamieszkują Amazonię, tych które stosunkowo niedawno zetknęły się z cywilizacją współczesnych Państw obejmujących administracyjnie ich tereny oraz tych, które dzięki głupocie ludzi "cywilizowanych" wyginęły bezpowrotnie.
http://merlin.pl/Yamashta-czyli-ten-kto ... ce=suggest

Postanowiłam akurat tu umieścić tę książkę, gdyż nawiązuje ona bardzo do obecnego problemu z jakim borykają się tubylcze ludy Ekwadoru - eksploatacji przez odwierty mające się dokonać za przyzwoleniem rządu tego kraju, poszukującego nowych źródeł ropy.
Poniżej petycja, która mam nadzieję pomoże, podpiszcie proszę:
http://www.avaaz.org/en/oil_in_the_amazon_8/?tFEwPdb

Dziękuję i pozdrawiam,
~~

_________________
"Ikce Wicasa Hemaca, Ca Lecamu 'elo" Tokala Hehaka Sapa


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
sara736
 Tytuł: Re: Huaorani
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 03 grudnia 2014 14:52 
Offline
User

Rejestracja: 03 grudnia 2014 14:47
Posty: 1
Płeć: Nie określono
Proponuję umieścić w tym miejscu kontakt (wraz z orientacyjną ofertą) do indianistów z Polski, którzy zajmują się ręcznym wyrobem rzeczy związanych z Indianami (biżuteria, mokasyny, torby..).

_________________
Pass your JN0-332 and Testking.net in first try by using our Florida Southern College and Miami International University of Art & Design and best quality selftestengine.


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 4 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group
Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson. Stone textures by Patty Herford.
With special thanks to RuneVillage