Indiańskie forum

Forum o Indianach
Dzisiaj jest 17 października 2019 8:02

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
Stasia
 Tytuł: Boliwia 2012
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 19 lipca 2012 1:20 
Offline
User

Rejestracja: 13 listopada 2006 18:38
Posty: 388
Płeć: Kobieta
Boliwia 2012
Boliwia 3 – 20 czerwca 2012 r

Witajcie!!

Oto opóźnione (jak zwykle – wybaczcie, “czas boliwijski”) ;) pierwsze sprawozdanie na rok 2012. Gwoli wyjaśnienia – mieliśmy zamiar przyjechać do Boliwii też w grudniu ubiegłego roku, ale bilety lotnicze były tak drogie, że ostatecznie zostaliśmy w domu.

Dotarliśmy do La Paz rankiem 3 czerwca – dzień po Entrada de Gran Poder. Przeglądając dziennik “La Razon” odkryliśmy, że ja i Sergio nie jesteśmy jedynymi obcokrajowcami, których dopadł wirus morenady – w Gran Poder tańczył cały blok zagranicznych dyplomatów. Jak z tego widać, morenada to bardzo zaraźliwa i nieuleczalna choroba chroniczna. Też dość kosztowna, no bo do każdego tańca trzeba sobie sprawić nowe stroje. ;)

Pierwszy dzień – przyzwyczajanie się do wysokości, a więc głównie spaliśmy, trochę się powłóczyliśmy, no i mieliśmy gigantyczne lody na obiad (wątpię, by to ostatnie miało jakieś szczególnie naukowe uzasadnienie, ale taką mamy już tradycję). Następnego dnia robiliśmy różne zakupy, a 5 czerwca przyjechała Sara, doktorantka antropologii fizycznej (ta sama, co rok i dwa lata temu; dwoje nowych studentów, Caitlin i Michael, przyjechało razem z nami). Tego samego dnia dokonaliśmy kolejnych zakupów, wspinając się coraz wyżej w stronę El Alto, i po południu ruszyliśmy już w stronę Copacabany, nie zostawiając Sarze wiele czasu na aklimatyzację, ale nawet jakoś się trzymała. Na szosie do Copacabany w okolicach Ch’isi czekali na nas nasi nowi ahijados – a no właśnie, dwa miesiące temu przez telefon zaakceptowaliśmy bycie padrinos maturzystów z liceum w Ch’isi (tylko tuzin, nie ma porównania z 96 ahijados z liceum w Copacabanie!). No więc zajechaliśmy do Ch’isi, tam czekano na nas z jedzeniem, muzyką (licealiści grający na fletniach Pana) i tańcami (biedna Sara, teraz to już naprawdę ledwo żyła!).
Koniec końców, do Copacabany dotarliśmy już późną nocą.

6 czerwca – Dzień Nauczyciela – znowu zawitaliśmy do Ch’isi, gdzie dostaliśmy dwa obiady (najpierw w domu compadres Saturnino i Antonii, potem znowu w liceum)!

Następnego dnia postanowiliśmy, że organizmowi Sary należy się trochę odzipu, i pojechaliśmy 1000 metrów w dół, do Soraty. (Takie tam, tak naprawdę, to wszystkim nam obrzydło zimno i deszcz w Copacabanie – tak, przez cały tydzień mieliśmy to deszcz, to grad, to śnieg). W Soracie – też pochmurno i deszczowo, ale przynajmniej CIEPŁO :) Spotkaliśmy się z naszym przyjacielem Desiderio – eee, ten, tego, naszym compadre Desiderio, no bo co mieliśmy zrobić – ładnie poprosił o bycie padrinos od ślubu jego córki, to i musieliśmy się zgodzić :)

Następnego dnia zjechaliśmy jeszcze niżej w dolinę - poniżej Rysów, to dopiero coś ;) Mamy wysokościomierz w samochodzie, nieźle się wszyscy uśmiali, kiedy poinformowałam obecnych, że oto jesteśmy na wysokości najwyższej góry w Polsce!! (Byliśmy wtedy w głębokiej dolinie, gdzie jak próbowałam strzelić zdjęcie, to szczyty gór już nie mieściły się w obiektywie). Pojechaliśmy do miejscowości Tintilaya, odwiedzić panią Elenę, którą przypadkowo poznaliśmy rok temu – okazało się, że jest ona ahijada naszego compadre Desiderio!! A wiec nigdzie nie da się uniknąć rodziny ;) Pani Elena ma wielki sad – obżarliśmy się u niej owocami (bananami, chirimoya, i moja ulubioną granadillą), poza tym pozwoliła nam nazbierać kawy, no i też kupiliśmy od niej dwa wielkie wory pełne różnych owoców.

Wieczorem tego dnia zastanawialiśmy się, wrócić marznąć do Copacabany, czy pogrzać się jeszcze jeden dzień... Wtedy zadzwoniła nasza inna ahijada, Valeria, cała rozpłakana – umarła jej córeczka Kimberly, która miała dopiero jeden miesiąc... Wpakowaliśmy się do samochodu i praktycznie polecieliśmy do Copacabany, dotarliśmy w rekordowym czasie, by towarzyszyć rodzinie przy opłakiwaniu zmarłej.

Okazało się, że jak Valeria i Edson się obudzili tego ranka, to maleńka nie oddychała, ale jej ciało było cieple, zastosowali sztuczne oddychanie i pognali do szpitala, ale zanim im otworzono upłynęło pół godziny, drugie pół godziny upłynęło zanim pan lekarz raczył się zjawić, i wtedy maleńka była już zimna... Ot, typowe zachowanie boliwijskich rzeźników, przepraszam, szanownych panów i pań lekarzy.

Następnego dnia był pogrzeb maleńkiej Kimberly, a kolejne dni spędziliśmy na spotkaniach z różnymi comadres i ahijados. No i na drapaniu się, ponieważ jak my żarliśmy owoce w dolinie, to moskity ucztowały na nas, i to jest takie cholerstwo, które zaczyna swędzić dopiero kilka godzin po ugryzieniu, ale potem puchnie i swędzi przez cały tydzień.

13 czerwca była msza siedmiu dni od śmierci Kimberly – jest taki zwyczaj, że po mszy zaprasza się różne dzieci, by modliły się za zmarłe dziecko. Mimo, że to była tak smutna okazja, to nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu: dzieci nie rozumiały konceptu śmierci i dość szybko zaczęły się nudzić i rozrabiać, rozśmieszając wszystkich obecnych, z rodzicami zmarłej włącznie. Być może o to właśnie chodziło w tej ceremonii, żeby choć na chwile przywrócić uśmiech na twarze Valerii i Edsona.

Czwartek 14 czerwca – Toma de Nombre, czyli oficjalne przybranie naszego imienia przez maturzystów w Ch’isi. Przemowy, tańce, wielki obiad (lechon, czyli pieczony prosiak), my wręczyliśmy maturzystom małe upominki, i nam też wręczono prezenty w postaci poncho, czapki i torebki na kokę dla Sergia oraz awayu dla mnie. (Awayu było robione ręcznie, ale, powiedzmy, drugiej kategorii, wiec Pablo potem się śmiał, że po błędach łatwo odkryć, czyjego było autorstwa). Sara, Caitlin i Michael tez mieli swój punkt w programie uroczystości, przedstawili krótki taniec a la „swing”.

Już po ciemku wróciliśmy do Copacabany, i po drodze samochód się popsuł – dotarliśmy do domu, ale ledwo-ledwo, powoli, z dziwnymi dźwiękami dochodzącymi spod maski samochodu i ze smrodem spalonej opony (nie opona, lecz olej w jakiejś części zaczął kopcić). Następnego ranka zadzwoniliśmy do compadre Desiderio z Soraty – jego synowie to mechanicy – przyjechali tego samego dnia, całą rodziną: Desiderio, jego synowie Fidbert i Leonardo, synowa Lorena (żona Fidberta), córka Aracelinda i zięć Ezekiel.

Musicie koniecznie zapamiętać te wszystkie imiona, później będzie egzamin ;)

Żartuję, nam tez zajęło kilka dni spamiętanie kto jest kto i jak ma na imię, i ja w dalszym ciągu muszę chwilę pomyśleć zanim mogę wypowiedzieć imię „Fidbert”. (Desiderio lubuje się w złożonych imionach, a więc „Aracelinda” to połączenie „Araceli” i „Linda”, a „Fidbert” pochodzi od „Fides” i „Berta”. Tylko najmłodszemu Leo się upiekło jeśli chodzi o imię.).

Desiderio i Spółka byli u nas przez prawie tydzień – do środy 20 czerwca. Nie tyle, że naprawa była aż tak skomplikowana, ale w Copacabanie nie ma dobrego sklepu z częściami samochodowymi, więc po kilka rzeczy trzeba było kogoś wysłać do La Paz - to opóźniło robotę. Sami stwierdzili, że gdyby mieli dostęp do wszystkich części na miejscu, to samochód byłby na chodzie już w sobotę wieczorem, a więc w półtora dnia roboty. Z drugiej strony, brak części dał nam czas żeby przyjąć Desiderio tak samo hucznie jak on nas przyjął w swoim domu, pogadać z przyszłymi ahijados (Aracelinda i Ezekielem – ślub będzie w przyszłym roku), no i rozeznać się kto jak ma na imię, jak wszyscy są ze sobą spokrewnieni, no i, rozmawiając ze wszystkimi na osobności, poznać wszystkie rodzinne historie, niesnaski i zazdrości :D (wielka rywalizacja między Aracelindą i Loreną, a więc skoro jedna przyrzadziła lody z chirimoya, to druga następnego dnia ugotowała obiad, no i skoro Aracelinda będzie naszą ahijadą, to i Lorena z Fidbertem też chcą wziąć ślub w przyszłym roku i chcą żebyśmy byli padrinos!!)

Desiderio jest bardzo katolicki, więc w niedzielę nie pracowali, zamiast tego wynajęliśmy łódź i wszyscy popłynęliśmy na niesławne boliwijskie tzw. pływające tzw. wyspy ;) Sorateńczykom bardzo się spodobało to, że można samemu sobie wyłowić pstrąga, i zjeść go ślicznie usmażonego kilkanaście minut później.

We środę 20 samochód był już na chodzie – po obiedzie Desiderio i Spółka wrócili do Soraty. My poszliśmy na lody na główny plac Copacabany, i tam dopadły nas uczennice z liceum Copacabany, błagając nas, żebyśmy (Sergio i ja) się zgodzili na bycie sędziami w konkursie miss piękności liceum (Eleccion de la Nusta) – tego samego wieczoru. Co mieliśmy zrobić, zgodziliśmy się. Poszliśmy ze studentami Caitlin i Michaelem (Sara pojechała na trzy tygodnie do Cuzco, żeby pracować nad tamtejszymi koścmi), ceremonia oczywiście zaczęła się godzinę później niż powinna, inni sędziowie w ogóle się nie zjawili, więc ostatecznie uproszono nas, żeby Caitlin i Michael też sędziowali :)

Jestem pewna, że dwa lata temu pisałam Wam o podobnych wyborach, bo w 2010 też byliśmy sędziami takiego wydarzenia – i była to rozpacz w kropki (wyobrażenie współczesnych copacabaneńczyków na temat inkaskich piękności jest, hm, wielce odległe od rzeczywistości). Muszę przyznać, że tegoroczny konkurs był o niebo lepszy. Co prawda, panienki nadal podrygiwały do rytmu muzyki andyjskiego New Age, z bardzo limitowaną choreografią (dlaczego inkaskie księżniczki muszą się ograniczać do falujących ruchów rekami i podnoszenia i upuszczania kadzidła, to w dalszym ciągu nie rozumiem!). Jednak, stroje były o niebo lepsze – zrobione z ręcznie robionych tkanin i ozdobione starymi srebrnymi kolonialnymi ozdobami. Dziewczyna, która wygrała konkurs, okazała się być tez faworytką publiczności.

Wróciliśmy do domu około północy, a następnego dnia musieliśmy wstać o piątej rano... ale to już będzie inna opowieść :)

To by było na tyle,

Uściski,

Stasia SC

_________________
Umysl jest jak spadochron - lepiej dziala, kiedy jest otwarty.


Na górę  || 
 Wyświetl profil My Galeria Zdjęć  
 
Bot Reklamowy Reklama
 
Na górę
inca
 Tytuł: Boliwia 2012
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 13 sierpnia 2012 8:13 
Offline
User
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 sierpnia 2010 20:27
Posty: 94
Płeć: Kobieta
Dzieki za interesujacy opis Stasiu!!!


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Stasia
 Tytuł: Re: Boliwia 2012
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 25 sierpnia 2012 19:47 
Offline
User

Rejestracja: 13 listopada 2006 18:38
Posty: 388
Płeć: Kobieta
inca pisze:
Dzieki za interesujacy opis Stasiu!!!


:D

ciag dalszy nastapi - od ok. polowy lipca sprawy nabraly tak szybkiego tempa, ze nawet w moim pamietniku jestem opozniona o pare tygodni. Jak tylko odzipne i nadrobie zaleglosci, to naskrobie i sprawozdania :)

pozdrawiam juz z Michigan!! :)

_________________
Umysl jest jak spadochron - lepiej dziala, kiedy jest otwarty.


Na górę  || 
 Wyświetl profil My Galeria Zdjęć  
 
Stasia
 Tytuł: Boliwia 2012
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 05 września 2012 21:19 
Offline
User

Rejestracja: 13 listopada 2006 18:38
Posty: 388
Płeć: Kobieta
Witajcie!!

21 czerwca wstalismy o piatej rano, zeby wyspindrac sie na Sillutani, nasz "prywatny" szczyt w okolicy Copacabany (prywatny w sensie, ze o ile wielu ludzi oddaje ofiary Matce Ziemi na szczytach gor 21 czerwca, o tyle nasze wzgorze nie jest zbytnio uczeszczane - tylko jedna inna grupa tam przychodzi, i oni zazwyczaja zjawiaja sie pozniej, zeby spalic ofiare w poludnie). Byla nas stosunkowo mala grupka - Sergio i ja, troje studentow z USA, Pablo i Juana, Angel (jako nasz szaman) z zona, i dwoje naszych ahijados, Juan i Augustina z ich dziecmi.

Spalilismy ofiare podczas wschodu Slonca. Podczas jednego z rytualow odprawionych przez Angela dostalam takiego kopa energetycznego, ze caly dzien chodzilam jak nakrecona - normalnie nie moglam sie zmeczyc!

Sillutani polozony jest obok wyzszego z dwoch charakterystycznych wzgorz wznoszacych sie nad Copacabana, Seroqa (wysokosc 4188 m.n.p.m.). Samochod wyjezdza na sam szczyt Seroqa (jest tam antena telefoniczna), natomiast aby dostac sie na Sillutani, to trzeba zostawic samochod na przeleczy i stamtad spindrac sie na piechote. No wiec schodzimy z Sillutani, majac w planach podjechac na szczyt Seroqa samochodem, i Juana zartem mi mowi, ze zalozy sie, ze nie wyszlabym na Seroqa na piechote. Ja na to, ze wyszlabym, jesli ona wyjdzie. (Spojrzalam na gore i zwatpilam w moje sily, ale nie chcialam sie do tego przyznac). Zadna nie chciala sie wycofac, i zaczelysmy zapierniczac w gore - ja, Juana, i za nami Caitlin, studentka z Michigan. Nie dosc, ze wspielam sie pierwsza (w 20 minut, Caitlin za mna w pol godziny, a Juana sie poddala i dala sie podwiezc samochodem), to na gorze, zamiast pasc trupem (jak Caitlin), to dalej biegalam po skalach!

Caly dzien spedzilismy na Seroqa - Pablo pojechal do Copacabany, i wrocil przywozac swoje dzieci i tesciowa, jak rowniez rzeczy niezbedne do przezycia jeden dzien na szczycie Seroqa: drewno, grill, gore zarcia (ziemniaki, oca, mieso, salatke oraz tort na deser) no i piwo :) I w ten oto heroiczny sposob przetrwalismy ;) (Nota bene, juz od kilku dni wszystkim znajomym mowilismy, ze 21 jedziemy do La Paz, zeby nikt nam nie przeszkadzal - w ten sposob, odbylismy nasza rocznice slubu oraz Nowy Rok Ajmarski ze starannie wybrana grupka ahijados).

Poniewaz bylo nas za duzo, zeby wszystkich zmiescic w samochodzie, wiec czesc musiala zejsc do Copacabany na piechote - i poniewaz dalej bylam pelna sil, wiec bylam w tej grupie. Prowadzil nas Angel, i odkrylam ciekawa rzecz: wprawdzie Angel jest kulawy, i to go znacznie spowalnia kiedy idzie po rownym terenie, podczas schodzenia byl najszybszy z nas wszystkich!! (Nawiasem mowiac, tez wcale nie kuleje kiedy tanczy lambade. Ale to juz zupelnie insza inszosc.).

23 i 24 czerwca - obchody dnia sw. Jana - oczywiscie zostalismy zaproszeni na dwie imprezy :) 23 byla wielka impreza zorganizowana przez niejaka rodzine Uscamayta - jesli pamietacie Maritze lub Nelly ze sprawozdan z poprzednich lat, to owi Uscamayta to ich wujowie. Cala ta rodzina, wlasciwie dwie (Uscamayta i Gomez) maja jakis specjalny gen taneczny, bo wszyscy w tej rodzinie lubia tanczyc, i robia to naprawde dobrze. Ci sami Uscamayta co roku organizuja taniec morenada podczas obchodow swieta Matki Boskiej Gromnicznej (tanczylismy w tej morenadzie w lutym 2009), Maritza, Nelly i ich rodzice tanczyli z nami nasze tance kuzkenskie w Kollasuyo w 2010 i 2011, a bracia dziewczyn co roku tancza w folklorystycznej Entrada Universitaria w La Paz. (Nelly jest nasza ahijada od matury z 2010).

Wracajac do imprezy. Tanczylismy do 1:30 w nocy, cos to chyba mowi :) byl zespol peruwianski grajacy muzyke huancaino i zespol boliwijski grajacy muzyke villeras oraz tradycyjna muzyke boliwijska. Jeden z Uscamaytow wytknal nam, ze sie "opuscilismy" - dla Matki Boskiej powinnismy byli tanczyc trzy lata, a tanczylismy tylko raz. Otrzymalismy tez od niego zaproszenie zeby tanczyc w grupie "Fanaticos" w... Gran Poder!!! (Najwyrazniej, ci sami Uscamayta rowniez tancza w La Paz!!). Bylo tez pare osob z naszej grupy Chacaltaya z El Alto.

24 czerwca druga impreza - znacznie mniejsza i skromniejsza, ale za to ile polityki!... Jest to impreza organizowana co roku na naszej ulicy, i co roku patrzylismy ze zgroza, ze zblizala sie dom po domu, i co roku byla coraz wieksza (a wiec, kiedy wreszcie dojdzie do nas, to bedziemy musieli zrobic cos nie mniejszego od poprzednikow). Tegorocznymi organizatorami byli nasi compadres Clemente i Isidora, ale glownym promotorem calej imprezy jest niejaki Sabino, brat Clemente. Okazuje sie, ze Clemente chcial przekazac obowiazek sponsorowania fiesty nam, ale Sabino stanal okoniem. Dlaczego? Raz, nie chce, zeby "obcokrajowcy sponsorowali fieste". Dwa, rok pozniej my bysmy prawdopodobnie przekazali obowiazek naszym najblizszym przyjaciolom - Delfinowi i Julii. Sabino sie obawia, ze oni w swoim czasie przekazaliby fieste ich bliskiemu przyjacielowi, niejakiemu Gumersindo, ktory jest zacieklym wrogiem Sabino, no i Sabino nie chce zeby Gumersindo doznal honoru sponsorowania fiesty!! (Trzy: byc moze Sabino obawia sie, ze zrobilibysmy fieste ze zbyt duzym rozmachem - cos a la Kollasuyo, no i wtedy nastepni sponsorzy dopiero mieliby problem. Ale to tylko moje domyslenia).

Skonczylo sie na tym, ze obowiazek zorganizowania fiesty w przyszlym roku przyjal na siebie... Sabino. Co zupelnie odbiega od tradycji, poniewaz to on rozpoczal zwyczaj robienia tej imprezy jakies cztery lata temu!

27 czerwca pojechalismy do La Paz, zalatwic pare spraw oraz zapisac sie na liste tancerzy Chacaltaya i kupic material na stroje tanneczna na "Preentrada".

29 czerwca mielismy zaplanowane pojechac do Yunguyo w Peru - juz zawiadomilismy naszych znajomych, kiedy przypadkiem na ulicy spotkalismy Lidie, kuzynke Pabla - cala zaplakana, zmarlo jedno z jej dzieci (trudno powiedziec na jaka chorobe, wyglada na to, ze lekarze albo sami nie wiedzieli, albo nie chcialo im sie powiedziec). Po drodze do Peru zatrzymalismy sie w jej wiosce, zeby uczestniczyc w ceremonii oplakiwania zmarlego. Nastepnego dnia, wracajac z Peru, pojechalismy na cmentarz zeby uczestniczyc w pogrzebie.

3 lipca pojechalismy do La Paz, uczestniczyc w probach przed parada taneczna Preentrada - zupelnie inny temat, wiec zakoncze to sprawozdanie.

C.d.n.!

_________________
Umysl jest jak spadochron - lepiej dziala, kiedy jest otwarty.


Na górę  || 
 Wyświetl profil My Galeria Zdjęć  
 
Stasia
 Tytuł: Boliwia 2012
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 25 września 2012 19:27 
Offline
User

Rejestracja: 13 listopada 2006 18:38
Posty: 388
Płeć: Kobieta
3 - 16 lipca

Witajcie!

No wiec, 3 lipca pojechalismy do La Paz. Pablo przywiozl nas samochodem i wrocil do Copacabany - studenci z USA tam zostali (nie maja wystarczajaco pieniedzy na to, zeby tanczyc w Chacaltaya). Nastepne dni mielismy zajete spotykaniem sie z roznymi ludzmi (wspolpracownikami projektu, boliwijskimi studentami archeologii, ktorych Sergio jest promotorem, itp), a wieczory mielismy wypelnione praktykami tanca. Zatrzymalismy sie u naszych compadres Claudio i Elsy - oni, oczywiscie, tez tancza w Chacaltaya, wiec razem jezdzilismy na praktyki. (Ich dom znajduje sie w La Paz, i odkrylismy, ze istnieje cicha wojna miedzy La Paz i El Alto: taksowkarze z La Paz nie chca jechac w gore i taksowkarze z El Alto nie chca zjezdzac w dol - za kazdym razem tracilismy 15-20 minut szukajac taksowkarza, ktory by nas raczyl wziac w te czy we wte).

Co prawda taniec morenada ma bardzo limitowany repertuar ruchow - polobrot w prawo, polobrot w lewo, obrot o 360 stopni, kilka krokow w przod, w tyl, czy na boki - choreografia zmienia sie kazdego roku, i tegoroczna choreografia byla bardzo odmienna od zeszlorocznej, ba, byla to innowacja w ogole jesli chodzi o morenade: normalnie, wszystkie osoby w grupie wykonuja te same ruchy - tanczymy w siedmiu kolumnach (kobiety osobno, mezczyzni osobno) - tym razem, trzy kolumny z lewej mialy swoja choreografie, trzy kolumny z prawej robily lustrzane odbicie tych samych krokow, a kolumna srodkowa miala jeszcze inne kroki. Podczas praktyk nauczylam sie wszystkich trzech odmian krokow, wiec moglam tanczyc gdziekolwiek :)

6 lipca poszlismy odebrac stroje na Preentrada. Dla mezczyzn prawie nie bylo kolejki - odbierali tylko koszule i krawaty, i wiekszosc ani nie przymierzala, ani nie zwracala uwage na kolor czy jakosc. Kolejka kobiet ciagnela sie w nieskonczonosc, poniewaz wszystkie baby musialy przymierzyc swoja mante, bluzke i buty, no i zwyzywac organizatorow od zlodziei, poniewaz stroj, oczywiscie, nie podobal sie nikomu. (Mnie tez nie, raz, ze caly stroj byl swinsko rozowy, a dwa, ze jakosc byla faktycznie bylejaka, zwlaszcza jesli chodzi o mante). Koniec koncow, stalysmy w tej kolejce caly dzien.

Sobota 7 lipca - Preentrada: ponad tysiac kobiet w tych nieszczesnych swinsko rozowych mantach i pollerach, i tysiac facetow w brazowych garniturach. Problemy organizacyjne - jest nas tak duzo, ze tanczymy z czterema orkiestrami detymi, teoretycznie na kazda orkiestre powinno przypadac ok 500 tancerzy, w praktyce na niektore orkiesty przypadaly mniejsze grupy, na inne wieksze. Koniec koncow - o ile moja zenska grupa przetanczyla niezle, o tyle meska grupa, w ktorej byl Sergio, nie tyle przetanczyla co przemaszerowala ulicami El Alto, poniewaz byli tak daleko od muzykow, ze juz nic nie slyszeli.

Po tancu ulicami miasta - ogolna balanga w wynajetym lokalu. Jak w zeszlym roku, krzesel wystarczylo tylko dla kobiet, faceci musieli stac caly czas. Kobiety siedzaly i tanczyly w swoich kregach, mezczyzni stali i tanczyli w swoich. (Morenada to taniec, ktorego nie tanczy sie w parach - kobiety maja swoje kroki, mezczyzni swoje). Wrocilismy do domu okolo 10 wieczorem - juz byl najwyzszy czas, bo na prawym ramieniu Sergia wyplakiwal sie nasz compadre Claudio, a na lewym - Sergiowy przyszywany bratanek Rafael z Cuzco. (Biedny Sergio musial tulic i pocieszac ich obu).

Nastepnego ranka przyjechali po nas z Copacabany Pablo, Juana i jeden ze studentow, Michael. W ramach leczenia kaca (my bylismy OK, ale Claudio i Rafael czuli sie fatalnie) pojechalismy do rezerwatu, eee, dzielnicy bialasow w La Paz - Calacoto. Mamy tam jedna ulubiona restauracje (w ramach nieplatnej reklamy - Rinconcito Cochabambino), tam zjedlismy obiad popijany chicha. Chicha byla bardzo dobra, ale Michaelowi zaszkodzila, i pozniej przez miesiac mial problemy zoladkowe.

Po poludniu wrocilismy do Copacabany. Nastepnego dnia - rekonesans archeologiczny w miejscowosci Tocopa (na zaproszenie miejscowych - byli tak wdzieczni, ze obdarowali nas ziemniakami i oca). Michael czul sie fatalnie, wiec nie uczestniczyl w rekonesansie, tylko zostal w samochodzie. Kiedy wracalismy do Copacabany, musielismy otworzyc wszystkie okna - Michael tak bekal i pierdzial zgnilymi jajami, ze powietrze mozna bylo kroic. Biedny Michael, byl przedmiotem zartow caly dzien, a ze jest niesmialy, wiec czul sie okropnie - ale za kazdym razem, kiedy otwieral buzie, zeby powiedziec "przepraszam", znowu zial zgnilymi jajami!!

We wtorek 10 lipca pojechalismy do Belen, zainaugurowac system wody pitnej (ktory zafundowalismy w zeszlym roku) - Sergio zrobil libacje piwem, ja przecielam wstege (z kwiatow kantuty), a potem mielismy pieczonego prosiaka i tance.

Nastepne dni - przygotowania raportu dla prezydenta Boliwii - wiedzielismy, ze mial przyjechac w piatek 13 lipca zeby zainaugurowac budowe lotniska w Copacabanie, i postanowilismy skorzystac z okazji, by zwrocic uwage Evo na kwestie miejsca archeologicznego Cundisa.

Ach, lotnisko w Copacabanie. Jest to projekt, o ktorym sie mowi juz pod ponad 20 lat - miejscowosc turystyczna, i w pobliskiej wiosce Copacati istnieje juz zarodek lotniska - hmm, ubita ziemia sluzaca jako pas startowy, gdzie naprawde doswiadczedni piloci moga ladowac malutkie samoloty. (Na jednym koncu pasa jest strome wzgorze, a na drugim - jezioroTiticaca. Jesli pilot zle wymierzy gdzie ladowac, to ladowanie jest albo bardzo twarde, albo bardzo mokre). Odkad pamietam, jedynym praktycznym uzyciem dla owego "lotniska" jest produkcja chuno (no co, chuno najlepiej produkowac na plaszczyznie, a ze jest to jedyna plaszczyzna w okolicy...)

No wiec, 13 lipca okolo 9:30 rano pojechalismy na "lotnisko" w Copacati - Evo mial sie zjawic okolo 10, i faktycznie byl mniej-wiecej na czasie - przylecial z La Paz helikopterem, razem z wiceprezydentem Alvaro Garcia, kanclerzem David Choquehuanca, gubernatorem La Paz Cesar Cocarico i roznymi innymi osobistosciami. Probowalam zrobic zdjecie Evo kiedy przechodzil w strone trybuny, ale tylko mi mignal, otoczony VIP-ami i ochroniarzami, i tylko udalo mi sie zrobic zdjecie jego nosa (Evo ma naprawde wybitny nos - taki stereotypowo indianski, krogulczy) ;)

Wiedzielismy, ze nie uda nam sie dobic do Evo osobiscie, wiec wreczylismy nasz raport jednej lokalnej osobistosci (aktualnemu szefowi syndykatu rolniczego wiosek polwyspu Copacabana), i on wreczyl raport Evo oraz gubernatorowi La Paz - wyglada na to, ze gubernator mial czas by przegladnac raport, poniewaz dotknal w swojej przemowie kwestii Cundisy, i zdania jakich uzyl, brzmialy tak jakos dziwnie znajomo :)

W ogole przemowy byly bardzo ciekawe. Evo barwnie opowiedzial o swoich przygodach z czasow opozycyjnych, wlacznie z momentem, kiedy zostal aresztowany i uwieziony w Copacabanie. Kanclerz Choquehuanca obiecal, ze 21 grudnia na Wyspie Slonca odbedzie sie spotkanie ludow tubylczych Ameryk. Bardzo sprytnie, uzyl nieszczesnej kwestii kalendarza Majow do stworzenia wlasnej ideologii - a wiec, 21 grudnia 2012 to ma byc koniec kapitalizmu, egoizmu, pieniadza, i poczatek wspolnotowosci, duchowosci i generalnie odrodzenia indianskich tradycji. (Marzy nam sie pojechac do Boliwii w grudniu, zeby zobaczyc ta ceremonie, ale bilety lotnicze w grudniu sa powyzej $2000 za glowe).

Po przemowach byly tance, i po tancach Evo szybko sie zmyl z powrotem do helikoptera - natomiast wiceprezydent Garcia nieco sie opoznil, zostal szybko otoczony przez ludzi chcacych miec z nim zdjecie, wlaczajac nizej podpisana, i Sergio strzelil mi zdjecie z wiceprezydetem!!!! (Z nim oraz jakas nieznajoma przypadkowa dziewczyna, ktora tez chciala zdjecie z Garcia).

Nastepnego dnia - z powrotem do La Paz, tym razem juz ze studentami, i znowu caly dzien w kolejce do odebrania strojow, tym razem na centralny dzien obchodow swieta Matki Boskiej Szkaplerznej (Virgen del Carmen, ku ktorej czci odbywaja sie doroczne tance 16 lipca w El Alto). Kobiety znacznie spokojniej odbieraly swoje stroje - organizatorzy tak nisko ustawili poprzeczke ze strojami z Preentrada, ze stroje na Entrada byly naprawde o niebo lepsze :)

15 lipca - glowny dzien tancow: kobiety w srebrno-niebieskich strojach, lsniac srebrnymi i zlotymi ozdobami (tez wypozyczylam komplet srebrnych ozdob na ta okazje); faceci w bialo-zoltych kostiumach tanca morenada (maska z piorami i bogato zdobiona "zbroja"). Usadzilismy studentow, jak rowniez jedna Niemke z CMU, ktora przyjechala nas odwiedzic, w miejscu skad mogli podziwiac cala parade, a my wbilismy sie w nasze stroje, i ruszylismy tanczyc. Przetanczylismy okolo 4 godziny ulicami El Alto - jak w zeszlym roku, bylam jedyna blada twarza w calej paradzie, poniewaz obchody 16 lipca w El Alto sa robione przez Indian dla Indian. Tak samo, nasi studenci i Niemka byli jedynymi bladymi twarzami wsrod widzow - studenci czyli sie jak ryby w wodzie, natomiast Niemka chyba sie poczula lekko przestraszona i niezbyt sie jej to wszystko spodobalo. Ot, skutki zapraszania do Boliwii ludzi, ktorzy nie maja zadnego pojecia o etnografii. Po zakonczeniu parady poszlismy na kolacje do jednej z najlepszych restauracji w El Alto, i potem wrocilismy do La Paz.

16 lipca - Diana, czyli drugi, nieco bardziej rozluzniony dzien tancow. (Teoretycznie, chyba powinnismy byli uczestniczyc w Mszy Sw. wczesnie rano, ale ze Matka Boska to tylko wymowka dla tanczenia, wiec ani my, ani nikt inny kogo znamy, na msze nie poszedl). Rano pojechalismy do El Alto, znowu przetanczylismy ulicami miasta (w strojach z Preentrada), tym razem - razem ze studentami (tylko Niemka pozostala w swoim hotelu w La Paz pod pozorem choroby wysokosciowej). Potem ogolna balanga w lokalu - tanczylismy z zespolem Los Kjarkas!! Poniewaz znamy organizatorow tanca, wiec ochrona dopuscila nas na sam poczatek - tanczylismy jakies 10 metrow od Los Kjarkas!!! LOS KJARKAS!!!! Los Kjarkas to jeden z naj-naj-najwybitniejszych boliwijskich zespolow folklorystycznych, i oni zostali mianowani w tym roku "padrinos" Chacaltaya (po raz drugi - pierwszy raz w 2004). Oto linki do piosenki skomponowanej przez Los Kjarkas dla Chacaltaya na rok 2012:

http://www.youtube.com/watch?v=ljc-C_pXhVc wideo, ktore znajdowalo sie na oficjalnym zaproszeniu do tanca
http://www.youtube.com/watch?v=Gop2q9p6YS4 ta sama morenada na koncercie Los Kjarkas

Podczas parady, jak pozniej i w lokalu, wiele kobiet pytalo mnie o szczegoly ksiazki, ktora "napisalam" o tancach boliwijskich - mylac mnie z austriacka etnografka Eveline Sigl (poniewaz, oczywiscie, moze byc tylko jedna gringa bioraca udzial w indianskich tancach, no i - wszystkie blade twarze i tak wygladamy jednakowo). :D (Pozniej udalo nam sie kupic ta ksiazke - "No se baila asi no mas...", czyli 'Nie tanczy sie ot tak po prostu...", kobieta faktycznie zrobila kawal rzetelnej roboty).

Uf, na tym zakoncze to sprawozdanie,

ciag dalszy nastapi!

Stasia SC

_________________
Umysl jest jak spadochron - lepiej dziala, kiedy jest otwarty.


Na górę  || 
 Wyświetl profil My Galeria Zdjęć  
 
wuhuilin11
 Tytuł: Re: Boliwia 2012
Źródło:
PostWiadomość wysłana.: 21 maja 2019 14:16 
Offline
User

Rejestracja: 07 sierpnia 2018 0:22
Posty: 205
Płeć: Nie określono
Supreme Clothing
Asics Gel Nimbus
Clarks Shoes
Golden Goose Sale
Fila
Kate Spade Purses
Vans Trainers
Fitflop UK
Converse All Star
Goyard
Balenciaga Sneakers
Goyard Bags
Nike Canada
Pandora Bracelet
Asics Gel
Nike KD
Christian Louboutin Shoes
Birkenstock
Ralph Lauren USA
Balenciaga Trainers
Lebron 16
Coach Wallet
Harden Vol 2
Air Max 270
Asics
Louboutin Shoes
Balenciaga Bags
Kate Spade Bags
Coach Bags
Suicoke Sale
Nike Air Uptempo
Pandora Bracelet
Longchamp Canada
Air Max 90
Fjallraven Bags
North Face Coat
Skechers Sneakers
Coach Purses
Mulberry
Adidas Shoes For Men
Yeezy Shoes
MCM Wallet
Golden Goose
Pandora Charms
Balenciaga Sneakers
Burberry UK
Fjallraven
Air Max 720
Hydro Flask Sale
Salomon
Supreme Clothing
Fjallraven UK
Nike Air Max
Fila Shoes Womens
Fjallraven Canada
NMD
Birkenstock
Air Max 95
Pandora Charms
Pandora
Birkenstock Sandals
Christian Louboutin
Jimmy Choo Boots
Hydro Flask Stickers
Fjallraven Kanken Backpack
Air Jordan
Mizuno Wave Rider
Pandora Bracelet
Bape Hoodie
Yeezy Canada
Karen Millen Dresses
Bape Clothing
Yeezy Supply
Off White Sneakers
Pandora Jewelry
Polo Ralph Lauren
Curry 5 Shoes
Toms Womens Shoes
Fitflop Sale
Golden Goose Shoes
Puma Canada
Cartier Love Ring
Nike Outlet
Supreme Shirt
Vans
Christian Louboutin Shoes
New Balance 574
Yeezy Boost 350
Lebron 15
Champion
Kyrie 5
Nike Air Max
Off White Hoodie
Converse High Tops
Salomon Boots
Bape Hoodie
Jordan 12
Vibram
Ferragamo Canada
Fjallraven Bags
Coach Bags
Giuseppe Zanotti Sale
Jimmy Choo Heels
Fred Perry Polo
Michael Kors
Ralph Lauren
Vibram
Aike Air Max
Mont Blanc Refills
Adidas Superstar
Salomon Shoes
CK Underwear
Converse All Star
Golden Goose Sneakers Sale
Christian Louboutin
Birkenstock Shoes
Jordan Retro
Bvlgari Sunglasses
Fjallraven
High Top Vans
Red Bottoms
Birkenstock Sale
Pandora Jewelry
Bape Shorts
Adidas Yeezy
Giuseppe Zanotti Sale
Red Bottoms
Skechers Go Walk
Salvatore
Off White Hoodie
Coach Handbags
Longchamp Backpack
Fila Canada
Pandora Canada
Christian Louboutin UK
Kyrie Irving Shoes
Champion T Shirt
Birkenstock Shoes
Champion T Shirt
Kate Spade Bags
Yeezy Boost 350 V2
Bottega
Birkenstock Sale
Swarovski Jewelry
Jordan Shoes
Champion Hoodie
Air Max 2019
Bape Clothing
Karen Millen
Vans Shoes Canada
KD 11
Longchamp Bags
Supreme Clothing
Curry 5 Shoes
Supreme
Michael Kors Purse
ED Hardy Dress
Adidas Shoes
Adidas Originals Ultra Boost
Fitflop Sandals
Ecco Golf Shoes
Ralph Lauren Outlet
Balenciaga
Karen Millen Outlet
Giuseppe Shoes


Na górę  || 
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Przejdź do:  
cron
Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group
Chronicles phpBB2 theme by Jakob Persson. Stone textures by Patty Herford.
With special thanks to RuneVillage